wtorek, 8 września 2026

Nowości

Rusza pierwszy proces przed ławą przysięgłych o trening AI na obrazach artystów

PrawoPatryk Raba
Rusza pierwszy proces przed ławą przysięgłych o trening AI na obrazach artystów
Fot. Sam Wheeler, Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Spis treści
  1. Od pozwu do sali sądowej
  2. O co dokładnie toczy się spór
  3. Wcześniejsze rozstrzygnięcia sędziego Orricka
  4. Dlaczego to ważne dla całej branży
  5. Co to oznacza dla polskiego rynku

Przed sądem federalnym w San Francisco 8 września 2026 roku ruszył proces Andersen przeciwko Stability AI, Midjourney i DeviantArt. To pierwsza sprawa w Stanach Zjednoczonych, w której o legalności trenowania generatorów obrazów na cudzych dziełach bez zgody zdecyduje ława przysięgłych, a nie tylko wyrok sędziego w trybie uproszczonym.

Od pozwu do sali sądowej

Sarah Andersen, znana z komiksu internetowego Sarah's Scribbles, wraz z Kelly McKernan i Karlą Ortiz pozwały Stability AI już w styczniu 2023 roku, krótko po tym, jak Stable Diffusion zyskał masową popularność wśród twórców obrazów generowanych komputerowo. Do artystek dołączyli później kolejni twórcy, a pozew rozrósł się o dodatkowych pozwanych, w tym Midjourney, DeviantArt i Runway AI. Trzy lata sporów proceduralnych, wniosków o oddalenie sprawy i wymiany dokumentów w postępowaniu dowodowym zakończyły się wyznaczeniem terminu procesu przed ławą przysięgłych na 8 września 2026 roku.

Artystki reprezentuje kancelaria Joseph Saveri Law Firm, która od lat prowadzi kilka równoległych pozwów zbiorowych przeciwko firmom AI, w tym sprawy dotyczące modeli językowych. W Andersen przeciwko Stability AI stawka jest inna niż w większości dotychczasowych ugód, bo to pierwszy przypadek, w którym kwestia treningu generatorów obrazów trafia bezpośrednio pod osąd obywateli zasiadających w ławie przysięgłych, a nie kończy się ugodą lub decyzją samego sędziego.

O co dokładnie toczy się spór

Artystki twierdzą, że Stable Diffusion i podobne narzędzia zostały wytrenowane na miliardach obrazów pobranych z internetu bez zgody autorów, w tym na ich własnych pracach, a efektem jest możliwość generowania nowych obrazów „w stylu” konkretnego twórcy po prostu przez wpisanie jego nazwiska w prompt. Według pozwu to nie inspiracja, lecz naruszenie praw autorskich na masową skalę, bo model przechowuje i odtwarza cechy charakterystyczne cudzej twórczości.

Firmy pozwane w sprawie bronią się argumentem fair use, powołując się na to, że trening modelu jest transformacyjny i nie kopiuje bezpośrednio żadnego konkretnego obrazu, a jedynie uczy się statystycznych wzorców z ogromnego zbioru danych. Midjourney w odpowiedzi na pozew wprost nazwało swoje wykorzystanie danych treningowych „kwintesencją działania transformacyjnego”, powołując się też na licencje, zasadę de minimis i bezpieczne przystanie przewidziane w ustawie DMCA.

Wcześniejsze rozstrzygnięcia sędziego Orricka

Zanim sprawa trafiła przed ławę przysięgłych, sędzia William Orrick oddalił część zarzutów, między innymi dotyczące naruszenia informacji o zarządzaniu prawami autorskimi na mocy DMCA, ale pozwolił iść dalej głównym zarzutom o bezpośrednie i pośrednie naruszenie praw autorskich oraz naruszenie znaków towarowych. W jednym z wcześniejszych postanowień odrzucił argument obrony, że generatywna AI działa podobnie do dawnych technologii kopiujących, takich jak magnetowidy.

To sprawa, w której powodowie zarzucają, że Stable Diffusion został zbudowany w istotnym stopniu na chronionych prawem autorskim dziełach - sędzia William H. Orrick, Northern District of California

Dlaczego to ważne dla całej branży

Do tej pory żaden amerykański sąd apelacyjny nie odpowiedział wprost na pytanie, czy trenowanie modelu AI na chronionych obrazach mieści się w granicach dozwolonego użytku. Firmy AI zawierały ugody, jak Anthropic w sprawie książek, gdzie sąd zatwierdził w lipcu 2026 roku ugodę na 1,5 miliarda dolarów obejmującą ponad 482 tysiące utworów. Proces Andersen jest inny, bo to pierwszy przypadek dotyczący obrazów, w którym sprawa nie kończy się ugodą, tylko trafia przed obywateli oceniających fakty.

Wynik tego procesu może wyznaczyć kierunek dla dziesiątek innych toczących się spraw przeciwko firmom generującym obrazy, muzykę i wideo za pomocą AI. Prawnicy śledzący sprawę podkreślają, że werdykt ławy przysięgłych, w przeciwieństwie do ugody, tworzy precedens faktyczny, na który będą mogły powoływać się kolejne pozwy i obrony w podobnych sprawach na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

Co to oznacza dla polskiego rynku

Dla polskich twórców, agencji reklamowych i firm korzystających z generatorów obrazów wynik procesu ma znaczenie pośrednie, ale realne. Modele takie jak Stable Diffusion czy Midjourney są szeroko wykorzystywane w polskich studiach graficznych i marketingowych, a niekorzystny dla firm AI wyrok mógłby wymusić zmiany w licencjonowaniu danych treningowych, co w dłuższej perspektywie wpłynęłoby na dostępność i ceny tych narzędzi także w Europie.

W Unii Europejskiej kwestię treningu modeli na chronionych danych reguluje już częściowo AI Act oraz przepisy o prawie autorskim przewidujące możliwość zastrzeżenia treści przed eksploracją tekstu i danych, ale amerykański precedens sądowy i tak będzie obserwowany przez europejskich prawników jako wskazówka interpretacyjna, zwłaszcza że większość dużych dostawców modeli działa globalnie.

Proces przed ławą przysięgłych potrwa według zapowiedzi prawników kilka tygodni, a werdykt może zapaść jeszcze we wrześniu lub w październiku 2026 roku. Niezależnie od wyniku, obie strony zapowiadają już możliwość apelacji, co oznacza, że ostateczne rozstrzygnięcie kwestii prawnej może zająć kolejne lata.

Udostępnij: