piątek, 11 września 2026

Nowości

Polska ma trzy lata na przyłącze, Europa Zachodnia nawet trzynaście

RynekPatryk Raba
Polska ma trzy lata na przyłącze, Europa Zachodnia nawet trzynaście
Fot. BalticServers.com, Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)

Podczas gdy w hubach FLAP-D na przyłączenie centrum danych do sieci trzeba czekać nawet 13 lat, w Polsce ten czas to wciąż około 3 lat. To krótkie okno, z którego branża chce skorzystać, zanim krajowa sieć energetyczna dogoni deficyt mocy widoczny już dziś w Warszawie.

Spis treści
  1. Skąd ten paradoks
  2. Polskie okno możliwości
  3. Chłodzenie jako ratunek zamiast nowych przyłączy
  4. Ryzyko powtórki z Dublina

Firmy budujące centra danych pod obciążenia AI zaczęły zadawać inwestorom inne pytanie niż jeszcze dwa lata temu. Nie interesuje ich już wyłącznie cena gruntu czy bliskość światłowodu, tylko jedno: ile megawatów mocy można dostać i kiedy realnie popłynie prąd. W Europie Zachodniej odpowiedź brzmi coraz częściej - nie wcześniej niż za dekadę. Polska, dzięki wciąż relatywnie wolnej sieci, na razie oferuje krótszą kolejkę, ale analitycy ostrzegają, że to przewaga na czas określony.

Skąd ten paradoks

Sam obiekt centrum danych da się wybudować w 18-24 miesiące. Znacznie dłużej trwa coś, o czym inwestorzy rzadziej mówią publicznie - uzyskanie warunków przyłączenia do sieci elektroenergetycznej i fizyczne doprowadzenie mocy. W największych europejskich hubach ten etap stał się głównym hamulcem całej branży, wyprzedzając ograniczenia kapitałowe czy dostępność gruntów pod inwestycje.

Przykłady z Europy Zachodniej pokazują skalę problemu. W Dublinie irlandzki regulator wstrzymał w 2021 roku wydawanie nowych warunków przyłączenia dla data center z powodu nadmiernego obciążenia sieci przez sektor. Moratorium formalnie zniesiono dopiero pod koniec 2025 roku, ale wiele wcześniej zatwierdzonych projektów wciąż czeka na fizyczne podłączenie - inwestycje warte około 6 miliardów euro pozostają zamrożone. W Amsterdamie nowe duże obiekty zostały praktycznie ograniczone, a kolejne wnioski trafiają do rozpatrzenia w bliżej nieokreślonej przyszłości z powodu braku wolnych mocy w sieci.

Polskie okno możliwości

Na tym tle Polska wypada korzystnie - i to jest główny argument, którym branża przyciąga dziś inwestorów szukających miejsca na kolejne serwerownie pod modele AI. Krajowa sieć jest mniej nasycona niż zachodnioeuropejska, więc operatorzy wciąż mają zapas mocy do rozdysponowania. Rynek odpowiada na to przyspieszonym wzrostem: całkowita moc zainstalowana data center w Polsce ma wzrosnąć z 660 MW w 2025 roku do około 930 MW w 2030, a Warszawa, Poznań i Wrocław ugruntowują pozycję głównych hubów regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Przewaga nie jest jednak darmowa ani trwała. W samej Warszawie, gdzie skupia się większość krajowego rynku, dostępność mocy przyłączeniowej skurczyła się w ciągu dwóch lat o blisko 40 procent, a operatorzy tacy jak PGE czy Tauron nie nadążają z modernizacją sieci pod tempo napływających wniosków. Do Polskich Sieci Elektroenergetycznych trafiły wnioski przyłączeniowe sięgające łącznie blisko 130 GW, choć branża zastrzega, że część z nich ma charakter czysto spekulacyjny i nigdy nie zostanie zrealizowana.

Klienci coraz rzadziej pytają wyłącznie o cenę czy lokalizację geograficzną. Pytają przede wszystkim o to, kiedy realnie mogą uruchomić swoją infrastrukturę.

Chłodzenie jako ratunek zamiast nowych przyłączy

Skoro rozbudowa sieci nie nadąża za popytem, branża szuka oszczędności tam, gdzie może - w samej infrastrukturze serwerowni. Tradycyjne chłodzenie powietrzem pochłania nawet do 40 procent energii zużywanej przez obiekt, więc coraz więcej operatorów przechodzi na chłodzenie cieczą, które pozwala odprowadzić 50-100 kW ciepła z pojedynczej szafy serwerowej - kilkukrotnie więcej niż rozwiązania powietrzne przy porównywalnym zużyciu prądu. Skalę zainteresowania tą technologią pokazuje przejęcie firmy Boyd Thermal, która ma zakład produkcyjny w Gliwicach, przez koncern Eaton za 9,5 miliarda dolarów.

Dodatkowym argumentem za tym kierunkiem jest możliwość odzysku ciepła. Woda odbierająca ciepło z serwerów osiąga temperaturę 50-60 stopni Celsjusza, co pozwala wykorzystać ją w miejskich sieciach ciepłowniczych. To zmienia sposób, w jaki samorządy i regulatorzy patrzą na centra danych - z czystego obciążenia sieci na potencjalny element lokalnej infrastruktury energetycznej, zgodnie z wymogami unijnej dyrektywy o efektywności energetycznej (EED).

Ryzyko powtórki z Dublina

Udział centrów danych w krajowym zużyciu prądu w Polsce to obecnie około 4 procent, ale prognozy zakładają wzrost zapotrzebowania z 2 TWh do nawet 29 TWh rocznie do 2040 roku - głównie za sprawą obciążeń związanych z trenowaniem i uruchamianiem modeli AI. Analitycy ostrzegają wprost, że bez równoległej rozbudowy sieci przesyłowej, rozwoju odnawialnych źródeł energii, magazynów energii i lokalnych mikrosieci, Polska może w ciągu kilku lat powtórzyć scenariusz Dublina - gwałtowny napływ projektów, po którym regulator jest zmuszony zamrozić kolejne przyłączenia.

Dla polskich firm i samorządów oznacza to konkretną decyzję do podjęcia szybciej niż wynikałoby z dotychczasowego tempa inwestycji infrastrukturalnych. Krótsza kolejka przyłączeniowa działa dziś jak magnes na globalny kapitał szukający miejsca pod serwerownie AI, ale sama w sobie nie jest trwałą przewagą konkurencyjną - to raczej opóźnienie tego samego problemu, z którym zmaga się już Europa Zachodnia.

Udostępnij: