wtorek, 8 września 2026

Nowości

Protesty przeciwko centrom danych AI objęły 142 miejscowości w 42 stanach USA

RynekPatryk Raba
Protesty przeciwko centrom danych AI objęły 142 miejscowości w 42 stanach USA
Fot. Visviva, Wikimedia Commons (Public domain)
Spis treści
  1. Kto stoi za protestami
  2. Powody sprzeciwu
  3. Wpływ na politykę
  4. Co dalej

W sobotę 18 lipca 2026 roku mieszkańcy 42 amerykańskich stanów wyszli na ulice, by sprzeciwić się gwałtownej rozbudowie centrów danych zasilających sztuczną inteligencję. To był pierwszy tak duży, skoordynowany dzień akcji tego typu w historii ruchu sprzeciwu wobec infrastruktury AI - 142 osobne wydarzenia w jeden dzień, od małych miasteczek w Illinois po przedmieścia Atlanty i pustynne hrabstwa Kalifornii.

Kto stoi za protestami

Akcję koordynowała organizacja Humans First, którą współtworzy Amy Kremer, znana wcześniej jako liderka ruchu Tea Party. Obsługą medialną zajmował się Chris Barron z agencji Right Turn Strategies. Kremer podkreślała, że sprzeciw wobec centrów danych nie ma barw partyjnych - łączy zarówno konserwatywnych mieszkańców małych miasteczek, jak i lokalnych aktywistów ekologicznych, którzy zwykle znajdują się po przeciwnych stronach sporu politycznego.

Ludzie budzą się pewnego dnia i odkrywają, że w ich okolicy ma stanąć taki potwór, i po prostu tego nie chcą - Amy Kremer, współzałożycielka Humans First

Powody sprzeciwu

Postulaty protestujących dotyczyły czterech obszarów: większej przejrzystości procesu inwestycyjnego, twardszych norm ochrony środowiska i zdrowia publicznego, realnych korzyści dla lokalnych społeczności w postaci dobrze płatnych etatów związkowych oraz mechanizmów egzekwowania obietnic składanych przez deweloperów. W Fredericksburgu w Wirginii jeden z transparentów głosił wprost: żyjemy z wody, nie z danych - nawiązując do gigantycznego zużycia wody przez serwerownie chłodzone na potrzeby modeli AI, sięgającego w niektórych kalifornijskich lokalizacjach 260 milionów galonów rocznie.

Mieszkańcy skarżyli się też na obciążenie lokalnych sieci energetycznych, hałas i zanieczyszczenie światłem oraz obietnice nowych miejsc pracy, które rzadko się materializują - część deweloperów po fali krytyki zaczęła przenosić inwestycje na odludne tereny wiejskie i budować własne, niezależne źródła zasilania, by ominąć lokalny opór.

Frekwencja na poszczególnych wydarzeniach była bardzo zróżnicowana. W Atlancie pojawiło się zaledwie kilkanaście osób, mimo zapowiadanego większego zainteresowania, natomiast w hrabstwie Imperial w Kalifornii około pięćdziesięciu mieszkańców wytrzymało demonstrację mimo upału przekraczającego 38 stopni Celsjusza. Najwięcej pojedynczych wydarzeń odbyło się w Teksasie (18), Georgii (11) i Kalifornii (8).

Chciałam zrobić coś bardziej namacalnego niż zwykły post na Facebooku - Eva Cardona, mieszkanka Tyler w Teksasie

Wpływ na politykę

Skala protestu nie jest przypadkowa - od 2024 roku w całych Stanach Zjednoczonych powstały dziesiątki lokalnych ruchów sprzeciwiających się konkretnym inwestycjom w centra danych. Do tej pory doprowadziły one do wprowadzenia ponad sześćdziesięciu lokalnych zakazów lub moratoriów na budowę takich obiektów, a w samym pierwszym kwartale 2026 roku anulowano co najmniej dwadzieścia planowanych projektów.

Temat centrów danych zdążył już wejść do kampanii wyborczej przed listopadowymi wyborami śróddencjalnymi. Od stycznia 2026 roku komitety wyborcze i grupy zewnętrzne wydały ponad 45 milionów dolarów na reklamy, w których pojawia się temat centrów danych, w wyścigach o mandaty w Kongresie i fotele gubernatorów. Sondaż Reuters/Ipsos z czerwca pokazał, że pełne wsparcie dla tempa budowy centrów danych deklaruje tylko jedna trzecia Amerykanów, a zaledwie 14 procent zgodziłoby się na taki obiekt w swojej okolicy.

Co dalej

Dla branży AI protest z lipca okazał się sygnałem ostrzegawczym - rosnący lokalny opór coraz częściej przekłada się na realne opóźnienia inwestycji, spory sądowe i zaostrzanie przepisów gminnych, a nie tylko na nagłówki w mediach. Firmy technologiczne, które jeszcze rok wcześniej traktowały budowę serwerowni jako formalność, muszą dziś liczyć się z kampaniami informacyjnymi, referendami lokalnymi i naciskiem polityków obu partii przed jesiennymi wyborami.

Dla polskiego czytelnika sprawa ma znaczenie praktyczne, bo podobne napięcia - między obietnicą miejsc pracy i inwestycji a obawami o zużycie prądu i wody - zaczynają pojawiać się także wokół planowanych gigafabryk AI w Polsce. Amerykański przykład pokazuje, że skala sprzeciwu społecznego wobec infrastruktury AI potrafi rosnąć szybciej, niż zakładali inwestorzy, i staje się realnym czynnikiem politycznym, a nie tylko marginalnym głosem krytyków.

Udostępnij: