Nowości
Ford, IBM i Commonwealth Bank cofają zwolnienia zrobione pod AI

Firmy, które zwalniały pracowników licząc na sztuczną inteligencję, zaczynają ich zatrudniać z powrotem. Robert Half szacuje, że tak zrobił już co trzeci amerykański menedżer odpowiedzialny za rekrutację.
Spis treści
Ford przywrócił do pracy setki inżynierów jakości, Commonwealth Bank of Australia cofnął zwolnienia w obsłudze klienta, a IBM szykuje potrojenie rekrutacji na stanowiska podstawowe w USA. Wszystkie trzy firmy wcześniej ograniczały zatrudnienie, tłumacząc to możliwościami sztucznej inteligencji, a teraz przyznają, że automatyzacja nie udźwignęła zadań, które miała przejąć.
Co poszło nie tak
Historia zaczęła się od typowego dla ostatnich dwóch lat wzorca: firmy ogłaszały redukcje etatów, wskazując na postępy generatywnej AI jako uzasadnienie. Duże modele językowe miały przejąć pracę analityków, konsultantów obsługi klienta czy inżynierów kontroli jakości. W praktyce, jak opisuje TVN24 Biznes, część tych zadań okazała się zbyt złożona albo zbyt ryzykowna, by zostawić je algorytmom bez nadzoru.
Ford jest tu przykładem najbardziej wymownym. Koncern przez pewien czas polegał na automatycznych systemach do wykrywania usterek jakościowych w produkcji, ograniczając zespoły inżynierów odpowiedzialnych za przeglądy projektowe. Systemy te przeoczały jednak problemy, które doświadczeni pracownicy wyłapywali rutynowo. Firma przywróciła setki etatów, a inżynierowie wrócili do prowadzenia przeglądów projektowych jeszcze przed uruchomieniem produkcji.
Bank, który nie wytrzymał telefonów
Podobny mechanizm zadziałał w Commonwealth Bank of Australia, jednym z największych banków na kontynencie. Instytucja zlikwidowała ponad 40 stanowisk w obsłudze klienta, zastępując ludzi botem głosowym opartym na AI. Zamiast spadku kosztów i liczby zgłoszeń, bank odnotował wzrost liczby telefonów, bo bot nie radził sobie z bardziej skomplikowanymi sprawami klientów. Zwolnienia zostały cofnięte.
IBM wybrało inną drogę, ale doszło do podobnego wniosku. System AI wdrożony w dziale kadr obsługuje, według firmy, 94 procent rutynowych zgłoszeń pracowników. Problem pojawia się w pozostałych przypadkach, często wymagających oceny etycznej albo interpretacji niejednoznacznych sytuacji, gdzie automat się gubi. W odpowiedzi IBM zapowiedziało potrojenie rekrutacji na stanowiska podstawowe w Stanach Zjednoczonych w całej organizacji w 2026 roku.
Skala zjawiska
To nie są pojedyncze przypadki. Firma badawcza Orgvue ustaliła, że 39 procent liderów biznesu przeprowadziło zwolnienia powiązane z wdrożeniem AI, a ponad połowa z nich przyznała później, że przynajmniej część tych decyzji była błędna. Robert Half poszedł krok dalej i zapytał wprost menedżerów odpowiedzialnych za rekrutację w USA: niemal jeden na trzech przyznał, że zlikwidował stanowiska głównie z powodu AI, a następnie zatrudnił ludzi z powrotem na te same lub bardzo podobne role.
Firma analityczna Gartner idzie w prognozach jeszcze dalej, szacując, że około połowa firm, które tłumaczyły redukcje etatów wpływem AI, zatrudni pracowników na porównywalne stanowiska do 2027 roku. To oznacza, że fala zwolnień uzasadnianych automatyzacją w dużej mierze okaże się odwracalna, a nie trwałą zmianą struktury zatrudnienia.
Trudno jest wykazać korelację pomiędzy ogromnym wzrostem użycia Claude Code i wydatkami na niego, a innowacjami służącymi konsumentom - Andrew Macdonald, dyrektor operacyjny Ubera
Nadzieje kontra rachunki
Cofanie zwolnień zbiega się z rosnącymi wątpliwościami co do zwrotu z inwestycji w AI wśród samych firm technologicznych. Uber przepalił, jak ujawnił COO Andrew Macdonald, cały roczny budżet na narzędzia AI do programowania w cztery miesiące, bez jasnego związku między wydatkami a korzyściami dla klientów. Financial Times szacował z kolei zróżnicowany zwrot z inwestycji AI wśród wielkich firm technologicznych, od dodatniego u Amazona po wyraźnie ujemny u Oracle i Mety.
Eksperci cytowani przez media podkreślają, że błędem było traktowanie AI jako zamiennika pracownika jeden do jednego. Modele językowe radzą sobie dobrze z powtarzalnymi, prostymi zadaniami, ale przy złożonych decyzjach wymagających kontekstu, oceny ryzyka czy interpretacji niejednoznacznych sytuacji nadal potrzebny jest człowiek. Firmy, które to zignorowały przy pierwszej fali cięć, teraz płacą za korektę kursu podwójnie: kosztem zwolnień i kosztem ponownej rekrutacji.
Co to oznacza dla Polski
Dla polskiego rynku pracy sygnał jest istotny, choć trzeba go czytać ostrożnie. Polskie firmy, jak pokazywały wcześniejsze badania, wciąż częściej deklarują poszukiwanie kompetencji AI niż faktyczne zwolnienia uzasadnione automatyzacją. Doświadczenia Forda, IBM i Commonwealth Bank pokazują jednak, że decyzje kadrowe podejmowane pod presją narracji o rychłym zastąpieniu ludzi przez AI bywają kosztowne do odkręcenia, zwłaszcza w rolach wymagających kontroli jakości, obsługi klienta czy oceny sytuacji nietypowych.
Dla działów HR i zarządów oznacza to praktyczną wskazówkę: zanim etat zniknie z budżetu, warto sprawdzić, czy system AI faktycznie domyka proces od początku do końca, czy tylko przejmuje jego najprostszą część, zostawiając wyjątki człowiekowi. Ford, bank i IBM przekonały się o tym po fakcie.


