Nowości
Maggie Gyllenhaal odrzuciła AI-owy dubling Dakoty Johnson jako Marilyn Monroe

Reżyserka ujawniła na festiwalu w Wenecji, że jej krótkometrażowy film o Marilyn Monroe miał wykorzystywać AI do zmiany twarzy Dakoty Johnson w ikonę kina, ale efekt uznała za pozbawiony życia i porzuciła pomysł.
Spis treści
Maggie Gyllenhaal przetestowała sztuczną inteligencję przy produkcji krótkometrażowego filmu o Marilyn Monroe i po obejrzeniu efektów zrezygnowała z tej technologii. Reżyserka opowiedziała o eksperymencie podczas sympozjum na 83. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, gdzie zasiada jako przewodnicząca jury.
Zamysł był prosty na papierze: zamiast charakteryzacji, protez czy tradycyjnego makijażu efektów specjalnych, twarz Dakoty Johnson miała zostać cyfrowo przekształcona w rysy Marilyn Monroe za pomocą modelu AI wytrenowanego na licencjonowanych materiałach z udziałem aktorki. Taką technologię coraz częściej oferują firmy zajmujące się deepfake'ami i syntetycznymi mediami, reklamując ją jako tańszą i szybszą alternatywę dla klasycznych metod filmowych.
Dlaczego projekt trafił do kosza
Gyllenhaal opisała rezultat jednoznacznie: technologia nie sprostała zadaniu. Po zestawieniu ujęć z AI z autentyczną grą aktorską Johnson różnica okazała się przytłaczająca na korzyść człowieka.
To, co przebijało się przez grę Dakoty jako Marilyn Monroe, było o wiele bardziej poruszające, ludzkie, żywe. To fundamentalnie nie zadziałało - Maggie Gyllenhaal, reżyserka
Według reżyserki wersja wygenerowana przez AI zabijała właśnie to, co stanowiło sens realizacji filmu. Aktorka podkreśliła, że wszystkie powody, dla których ekipa w ogóle podjęła się tego projektu, zniknęły w wersji cyfrowej.
Kto stał za pomysłem
Inicjatywa nie wyszła od samej Gyllenhaal. To producenci projektu poprosili ją o przetestowanie technologii, powołując się na licencjonowane oprogramowanie wytrenowane wyłącznie na oficjalnych, autoryzowanych materiałach filmowych z udziałem Marilyn Monroe, co miało odróżniać to podejście od nielegalnych deepfake'ów budowanych na kradzionych danych.
Reżyserka nie ukrywała jednak sceptycyzmu wobec haseł o demokratyzacji produkcji filmowej, które towarzyszą marketingowi takich narzędzi. Zwróciła uwagę, że to same firmy technologiczne, kontrolujące dostęp do modeli AI, najwięcej zyskują na obniżaniu kosztów produkcji, a nie twórcy czy widzowie.
Pieniądze i środowisko
Gyllenhaal podniosła też kwestię finansową szerszą niż sam eksperyment z Johnson. Ostrzegła, że jeśli filmy warte dziesiątki milionów dolarów będzie można kręcić za ułamek tej kwoty dzięki AI, tradycyjne modele inwestowania w kino mogą zniknąć, a wraz z nimi część miejsc pracy dla ekip filmowych, charakteryzatorów i aktorów drugoplanowych.
Drugim wątkiem, który poruszyła, był ślad środowiskowy generatywnej AI. Reżyserka odniosła się do dyskusji wokół centrów danych budowanych w Południowym Memphis, sugerując, że branża filmowa powinna otwarcie mówić o zużyciu energii i wody towarzyszącym trenowaniu i uruchamianiu takich modeli, zamiast traktować je jako neutralne narzędzie montażowe.
Kontekst festiwalowy
Wypowiedź padła podczas sympozjum na weneckim Lido, gdzie Gyllenhaal przewodniczy międzynarodowemu jury 83. edycji festiwalu. To trzecia w ciągu pięciu lat kobieta na czele jury, po Isabelle Huppert w 2024 roku i Julianne Moore w 2022 roku. Wcześniej podczas tej samej edycji reżyserka krytykowała też niewielki udział kobiet wśród twórców filmów w konkursie głównym.
Sprawa "Flesh Impact" trafiła do polskich mediów jako przykład głośnego, ale nieudanego eksperymentu z AI w produkcji filmowej, wpisując się w szerszą dyskusję o granicach wykorzystania sztucznej inteligencji do odtwarzania wizerunku zmarłych aktorów i aktorek. Wcześniejsze próby cyfrowego wskrzeszania gwiazd, w tym samej Marilyn Monroe w formie chatbota, wywoływały krytykę prawną i etyczną dotyczącą praw do wizerunku.
Dla branży filmowej deklaracja uznanej reżyserki, która osobiście przetestowała i odrzuciła technologię zamiast krytykować ją z zewnątrz, ma inny ciężar niż typowe głosy sprzeciwu. Gyllenhaal nie zanegowała samej idei eksperymentowania z nowymi narzędziami, ale postawiła jasną granicę: efekt musi bronić się artystycznie, a na razie cyfrowa podmiana twarzy tego testu nie przeszła.


