Nowości
Reklama asystenta AI Orchid wywołuje falę krytyki za promowanie zaniedbanych związków

Wspierany przez Y Combinator startup Orchid pokazał w wiralowej reklamie asystenta AI, który za zapominalskiego chłopaka rezerwuje stolik i kupuje kwiaty na rocznicę. Wideo zebrało ponad 20 milionów wyświetleń, ale zamiast zachwytu wywołało oskarżenia o promowanie wyautsourcowanej miłości.
Startup Orchid, obecny w portfolio akceleratora Y Combinator, opublikował 28 lipca 2026 roku na platformie X reklamę swojego asystenta AI, w której narzędzie ratuje związek zapominalskiego partnera. Kobieta pisze do Orchid, że jej chłopak Sam zapomniał o rocznicy, a agent w jej imieniu rezerwuje stolik w restauracji, zamawia jej ulubione kwiaty i przypomina mu o samoopiece, podczas gdy on zgarnia za to całe uznanie partnerki. Zamiast pochwał wideo wywołało falę oburzenia.
Co pokazuje reklama
Scenariusz reklamy jest prosty i celowo emocjonalny. Sam, partner bohaterki, zapomina o rocznicy związku. Zamiast bezpośrednio poprosić go o poprawę, kobieta zwraca się do wspólnego asystenta AI, który organizuje kolację, dostawę kwiatów i wysyła mu przypomnienia o drobnych gestach. W finałowej scenie mężczyzna odbiera od partnerki wdzięczność za rzeczy, których w rzeczywistości nie zrobił sam.
Materiał miał pokazywać możliwość dzielenia jednego agenta AI przez kilka osób i wspólny kontekst konwersacji, jedną z funkcji, które Orchid promuje jako swoją przewagę nad konkurencyjnymi asystentami tekstowymi. W praktyce jednak większość widzów skupiła się nie na technologii, tylko na przekazie o relacji, jaką reklama przedstawia jako pożądaną.
Fala krytyki
Pod filmem pojawiły się setki komentarzy krytykujących wizję związku, w którym partner nie musi już pamiętać o rocznicach ani samodzielnie okazywać uczucia, bo robi to za niego oprogramowanie. Część komentujących zarzuciła Orchid promowanie emocjonalnego lenistwa i przerzucanie pracy relacyjnej na maszynę, przy jednoczesnym zachowaniu pozorów, że to partner się stara.
To sztuczna inteligencja podtrzymująca twój martwy związek, którego oboje partnerzy w głębi duszy nienawidzą - użytkownik platformy X, cytowany przez Gizmodo
Inni internauci nazwali produkt narzędziem dla „dorosłych niemowląt niezainteresowanych światem, w którym żyją”, a samą koncepcję określili jako sposób na podtrzymywanie związków skazanych na porażkę. Krytyka rozeszła się szeroko właśnie dlatego, że dotykała czułego punktu w dyskusji o asystentach AI: gdzie kończy się automatyzacja nudnych zadań, a zaczyna oddawanie maszynie pracy emocjonalnej, która powinna być ludzka.
Co naprawdę robi Orchid
Sam produkt ma niewiele wspólnego z ratowaniem relacji. Orchid to asystent działający przez wiadomości tekstowe, który po podłączeniu do kalendarza, poczty czy Google Drive samodzielnie zarządza skrzynką odbiorczą, planuje spotkania, przygotowuje materiały na rozmowy i organizuje podróże. Firma kieruje produkt do „founderów, inwestorów, prawników, agentów i właścicieli agencji”, czyli osób, których czas ma być poświęcony merytorycznej pracy, a nie sprawom administracyjnym.
Jedynym oficjalnym studium przypadku, jakie Orchid publikuje na swojej stronie, jest pomoc dyrektorowi firmy w przygotowaniu się do rozmów telefonicznych z klientami. Nic w materiałach produktowych nie sugeruje, że asystent ma naprawiać związki, co czyni wybór scenariusza reklamowego tym bardziej zaskakującym w oczach komentatorów rynku.
Reakcja twórcy
Współzałożyciel Orchid Nizar Abi Zaher odniósł się do zarzutów w rozmowie z serwisem Gizmodo, tłumacząc, że reklama miała pokazać funkcję współdzielenia agenta przez kilka osób, a nie promować konkretny model relacji.
Orchid pozwala wielu osobom komunikować się z tym samym agentem i dzielić kontekst - Nizar Abi Zaher, współzałożyciel Orchid, dla Gizmodo
Abi Zaher doprecyzował też zakres tej funkcji, zastrzegając, że obecnie ogranicza się ona do czatów grupowych i koordynowania spotkań, a nie do scenariuszy pokazanych w reklamie. Innymi słowy, mechanizm wspólnego dostępu do agenta istnieje, ale nie w formie zautomatyzowanego partnera romantycznego, jaką sugerował wiralowy film.
Rozdźwięk między marketingiem a rzeczywistą funkcjonalnością nie jest w branży agentów AI niczym nowym, ale skala reakcji na kampanię Orchid pokazuje, jak wrażliwym tematem stało się przedstawianie sztucznej inteligencji jako substytutu ludzkiej uwagi w bliskich relacjach. Firmy budujące osobistych asystentów coraz częściej testują granice tego, co odbiorcy są gotowi zaakceptować jako pożądaną wizję współżycia człowieka z AI.
Dla startupu efekt wizerunkowy jest dwuznaczny. Z jednej strony ponad 20 milionów wyświetleń to skala rozpoznawalności, o jakiej większość młodych firm z sektora agentów AI może tylko pomarzyć. Z drugiej, dyskusja skupiła się niemal wyłącznie na etycznych wątpliwościach wobec przekazu reklamy, a nie na realnych możliwościach samego narzędzia, które Orchid stara się teraz wyjaśniać w mediach.
Sprawa Orchid trafia też w moment, w którym coraz więcej firm technologicznych eksperymentuje z reklamami pokazującymi AI w rolach społecznych i emocjonalnych, nie tylko zawodowych. Kontrowersje wokół takich kampanii pokazują, że granica między użyteczną automatyzacją a niepokojącą wizją zastępowania ludzkiej troski maszyną wciąż pozostaje przedmiotem publicznej debaty, a marki płacą za przekroczenie tej granicy realnym kosztem reputacyjnym.


