sobota, 1 sierpnia 2026

Nowości

Reklama asystenta AI Orchid wywołuje falę krytyki za promowanie zaniedbanych związków

Agenty AIPatryk Raba
Reklama asystenta AI Orchid wywołuje falę krytyki za promowanie zaniedbanych związków
Fot. Gustavo Fring, Pexels (Pexels License)

Wspierany przez Y Combinator startup Orchid pokazał w wiralowej reklamie asystenta AI, który za zapominalskiego chłopaka rezerwuje stolik i kupuje kwiaty na rocznicę. Wideo zebrało ponad 20 milionów wyświetleń, ale zamiast zachwytu wywołało oskarżenia o promowanie wyautsourcowanej miłości.

Spis treści
  1. Co pokazuje reklama
  2. Fala krytyki
  3. Co naprawdę robi Orchid
  4. Reakcja twórcy

Startup Orchid, obecny w portfolio akceleratora Y Combinator, opublikował 28 lipca 2026 roku na platformie X reklamę swojego asystenta AI, w której narzędzie ratuje związek zapominalskiego partnera. Kobieta pisze do Orchid, że jej chłopak Sam zapomniał o rocznicy, a agent w jej imieniu rezerwuje stolik w restauracji, zamawia jej ulubione kwiaty i przypomina mu o samoopiece, podczas gdy on zgarnia za to całe uznanie partnerki. Zamiast pochwał wideo wywołało falę oburzenia.

Co pokazuje reklama

Scenariusz reklamy jest prosty i celowo emocjonalny. Sam, partner bohaterki, zapomina o rocznicy związku. Zamiast bezpośrednio poprosić go o poprawę, kobieta zwraca się do wspólnego asystenta AI, który organizuje kolację, dostawę kwiatów i wysyła mu przypomnienia o drobnych gestach. W finałowej scenie mężczyzna odbiera od partnerki wdzięczność za rzeczy, których w rzeczywistości nie zrobił sam.

Materiał miał pokazywać możliwość dzielenia jednego agenta AI przez kilka osób i wspólny kontekst konwersacji, jedną z funkcji, które Orchid promuje jako swoją przewagę nad konkurencyjnymi asystentami tekstowymi. W praktyce jednak większość widzów skupiła się nie na technologii, tylko na przekazie o relacji, jaką reklama przedstawia jako pożądaną.

Fala krytyki

Pod filmem pojawiły się setki komentarzy krytykujących wizję związku, w którym partner nie musi już pamiętać o rocznicach ani samodzielnie okazywać uczucia, bo robi to za niego oprogramowanie. Część komentujących zarzuciła Orchid promowanie emocjonalnego lenistwa i przerzucanie pracy relacyjnej na maszynę, przy jednoczesnym zachowaniu pozorów, że to partner się stara.

To sztuczna inteligencja podtrzymująca twój martwy związek, którego oboje partnerzy w głębi duszy nienawidzą - użytkownik platformy X, cytowany przez Gizmodo

Inni internauci nazwali produkt narzędziem dla „dorosłych niemowląt niezainteresowanych światem, w którym żyją”, a samą koncepcję określili jako sposób na podtrzymywanie związków skazanych na porażkę. Krytyka rozeszła się szeroko właśnie dlatego, że dotykała czułego punktu w dyskusji o asystentach AI: gdzie kończy się automatyzacja nudnych zadań, a zaczyna oddawanie maszynie pracy emocjonalnej, która powinna być ludzka.

Co naprawdę robi Orchid

Sam produkt ma niewiele wspólnego z ratowaniem relacji. Orchid to asystent działający przez wiadomości tekstowe, który po podłączeniu do kalendarza, poczty czy Google Drive samodzielnie zarządza skrzynką odbiorczą, planuje spotkania, przygotowuje materiały na rozmowy i organizuje podróże. Firma kieruje produkt do „founderów, inwestorów, prawników, agentów i właścicieli agencji”, czyli osób, których czas ma być poświęcony merytorycznej pracy, a nie sprawom administracyjnym.

Jedynym oficjalnym studium przypadku, jakie Orchid publikuje na swojej stronie, jest pomoc dyrektorowi firmy w przygotowaniu się do rozmów telefonicznych z klientami. Nic w materiałach produktowych nie sugeruje, że asystent ma naprawiać związki, co czyni wybór scenariusza reklamowego tym bardziej zaskakującym w oczach komentatorów rynku.

Reakcja twórcy

Współzałożyciel Orchid Nizar Abi Zaher odniósł się do zarzutów w rozmowie z serwisem Gizmodo, tłumacząc, że reklama miała pokazać funkcję współdzielenia agenta przez kilka osób, a nie promować konkretny model relacji.

Orchid pozwala wielu osobom komunikować się z tym samym agentem i dzielić kontekst - Nizar Abi Zaher, współzałożyciel Orchid, dla Gizmodo

Abi Zaher doprecyzował też zakres tej funkcji, zastrzegając, że obecnie ogranicza się ona do czatów grupowych i koordynowania spotkań, a nie do scenariuszy pokazanych w reklamie. Innymi słowy, mechanizm wspólnego dostępu do agenta istnieje, ale nie w formie zautomatyzowanego partnera romantycznego, jaką sugerował wiralowy film.

Rozdźwięk między marketingiem a rzeczywistą funkcjonalnością nie jest w branży agentów AI niczym nowym, ale skala reakcji na kampanię Orchid pokazuje, jak wrażliwym tematem stało się przedstawianie sztucznej inteligencji jako substytutu ludzkiej uwagi w bliskich relacjach. Firmy budujące osobistych asystentów coraz częściej testują granice tego, co odbiorcy są gotowi zaakceptować jako pożądaną wizję współżycia człowieka z AI.

Dla startupu efekt wizerunkowy jest dwuznaczny. Z jednej strony ponad 20 milionów wyświetleń to skala rozpoznawalności, o jakiej większość młodych firm z sektora agentów AI może tylko pomarzyć. Z drugiej, dyskusja skupiła się niemal wyłącznie na etycznych wątpliwościach wobec przekazu reklamy, a nie na realnych możliwościach samego narzędzia, które Orchid stara się teraz wyjaśniać w mediach.

Sprawa Orchid trafia też w moment, w którym coraz więcej firm technologicznych eksperymentuje z reklamami pokazującymi AI w rolach społecznych i emocjonalnych, nie tylko zawodowych. Kontrowersje wokół takich kampanii pokazują, że granica między użyteczną automatyzacją a niepokojącą wizją zastępowania ludzkiej troski maszyną wciąż pozostaje przedmiotem publicznej debaty, a marki płacą za przekroczenie tej granicy realnym kosztem reputacyjnym.

Udostępnij: