Nowości

Badacz pokazał samoreplikującego się robaka AI w Microsoft Word i Copilocie

ProgramowaniePatryk Raba
Badacz pokazał samoreplikującego się robaka AI w Microsoft Word i Copilocie
Fot. Tima Miroshnichenko, Pexels (Pexels License)
Spis treści
  1. Jak działa atak
  2. Reakcja Microsoftu
  3. Dlaczego to trudne do załatania
  4. Co to znaczy dla firm

Norweski badacz bezpieczeństwa Håkon Måløy pokazał, jak dokument Worda z ukrytym tekstem potrafi zamienić Microsoft 365 Copilot w narzędzie, które samo rozprzestrzenia złośliwe instrukcje po całej firmie, bez jednej linijki malware'u, makra czy exploita. Wystarczy, że ktokolwiek otworzy zainfekowany plik i poprosi Copilota o pomoc przy edycji.

Jak działa atak

Mechanizm opiera się na technice cross-prompt injection, znanej już z wcześniejszych badań nad asystentami AI. Atakujący ukrywa złośliwe instrukcje jako biały tekst na białym tle wewnątrz dokumentu Word, niewidoczny dla człowieka, ale w pełni czytelny dla modelu językowego. Gdy użytkownik prosi Copilota o opracowanie lub edycję treści na bazie takiego pliku, asystent zdejmuje formatowanie, odczytuje ukryty tekst i traktuje go jak polecenie samego użytkownika.

Na tym etapie Copilot może zmienić dane w tworzonym dokumencie, na przykład liczby w raporcie finansowym, a następnie dopisać pełną złośliwą instrukcję jako nowy fragment ukrytego, białego tekstu w wygenerowanym pliku. Kiedy ten dokument trafia do kolejnego pracownika i ten również korzysta z Copilota przy jego edycji, cykl się powtarza. Infekcja przechodzi z pliku na plik przez zwykły obieg dokumentów w firmie, bez udziału atakującej strony czy oryginalnego zainfekowanego pliku.

Reakcja Microsoftu

Måløy zgłosił problem Microsoft Security Response Center 6 marca 2026 roku. Przez kolejne 144 dni firma wdrażała kolejne łagodzenia, w tym aktualizacje modeli obsługujących Copilota. Mimo to badacz twierdzi, że po upływie uzgodnionego okresu koordynacji nadal odtwarzał pełny łańcuch działania robaka.

To jedna z pierwszych publicznych demonstracji samopropagującego się robaka AI przez normalny obieg dokumentów w powszechnie używanym komercyjnym pakiecie biurowym - Håkon Måløy

Microsoft twierdzi, że zastosował strategię obrony wielowarstwowej z zabezpieczeniami blokującymi złośliwe instrukcje w kilku punktach przetwarzania. Firma rekomenduje klientom instalowanie aktualizacji, stosowanie dodatkowych warstw zabezpieczeń, ostrożne traktowanie plików z nieznanych źródeł i ręczny przegląd treści wygenerowanych przez AI, co w praktyce oznacza przyznanie, że kompletnego rozwiązania na razie nie ma.

Uzgodniony z Microsoftem okres koordynacji już minął, a testy pokazują, że obecnie nie ma solidnego zabezpieczenia dla całej tej klasy podatności - Håkon Måløy

Dlaczego to trudne do załatania

Problem wynika z samej natury asystentów opartych na dużych modelach językowych. Aby Copilot był użyteczny, musi przetwarzać e-maile, dokumenty, strony internetowe, zapamiętane informacje i wyniki działania innych narzędzi, a każdy z tych kanałów może być kontrolowany przez atakującego. Odróżnienie polecenia użytkownika od instrukcji ukrytej w treści dokumentu okazuje się dla obecnych modeli zadaniem, którego nie da się rozwiązać jednym poprawionym filtrem.

Aby asystenci AI byli użyteczni, często muszą przetwarzać e-maile, dokumenty, strony internetowe, zapamiętane informacje, wyniki działania narzędzi i inne dane, które mogą być kontrolowane przez atakującego - Håkon Måløy

To nie pierwsza luka, jaką Måløy znalazł w produktach Microsoftu oparte na dużych modelach językowych. Wcześniejsze jego badania nad wstrzykiwaniem poleceń między domenami (cross-domain prompt injection) pokazały już, że pamięć Copilota można było zatruć instrukcjami ukrytymi na stronach internetowych, a specjalnie spreparowane e-maile w Outlooku pozwalały wyciągać z podsumowań poufne informacje. Te dwa scenariusze Microsoft już załatał, robak w Wordzie pozostaje otwarty.

Co to znaczy dla firm

Dla organizacji korzystających z Microsoft 365 Copilot ryzyko sprowadza się do trzech rzeczy naraz: możliwości cichej manipulacji danymi w dokumentach, w tym raportach finansowych, trudności w ustaleniu źródła infekcji po fakcie oraz konieczności ręcznego przeglądu każdej treści, jaką Copilot pomógł stworzyć lub edytować. To ostatnie w praktyce podważa sens używania asystenta, który miał przyspieszać pracę biurową, a teraz wymaga dodatkowej weryfikacji.

Polskie firmy, które w ostatnich miesiącach masowo wdrażały Copilota w pakiecie Microsoft 365, w tym w administracji publicznej i sektorze finansowym, powinny traktować ten przypadek jako sygnał do przeglądu polityk bezpieczeństwa wobec dokumentów z zewnętrznych źródeł. Rekomendacje ekspertów są na razie proste, ale pracochłonne: traktować nieznane dokumenty jako potencjalnie niezaufane i dokładnie sprawdzać treści wygenerowane przez Copilota przed ich dalszym udostępnieniem.

Sprawa wpisuje się w szerszy wzorzec, jaki widać w tym roku wokół asystentów AI zintegrowanych z codziennym obiegiem pracy: coraz więcej badaczy pokazuje, że luki tego typu nie są pojedynczymi błędami do załatania, lecz strukturalną cechą systemów, które muszą ufać treści dostarczanej przez użytkownika, żeby w ogóle działać. Rozwiązanie będzie prawdopodobnie wymagało zmian architektonicznych w sposobie, w jaki modele oddzielają dane od poleceń, a nie kolejnej łaty punktowej.

Udostępnij: