czwartek, 16 lipca 2026

Nowości

Algorytmy mogą zadecydować o wyniku wyborów w Polsce, ostrzega Obserwatorium Demokracji Cyfrowej

PrawoPatryk Raba
Fot. Sławomir Kaczorek / Senat Rzeczypospolitej Polskiej, Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0 PL)
Spis treści
  1. Co ostrzega ekspert
  2. Przykład Groka
  3. Luki w polskim prawie
  4. Wyścig z kalendarzem
  5. Polscy influencerzy i AI

Fundacja Obserwatorium Demokracji Cyfrowej ostrzega, że o wyniku najbliższych wyborów w Polsce mogą zadecydować nie partie polityczne, lecz algorytmy sztucznej inteligencji. W wywiadzie dla WNP.pl założyciel i prezes fundacji Jakub Szymik wskazuje, że chatboty potrafią dziś dostosowywać odpowiedzi do konkretnego rozmówcy, a Polska wciąż nie ma przepisów, które regulowałyby ich rolę w kampanii wyborczej.

Co ostrzega ekspert

Szymik podkreśla, że modele językowe różnią się od tradycyjnej reklamy politycznej tym, że potrafią prowadzić spersonalizowaną rozmowę, dopasowaną do przekonań i wątpliwości konkretnego wyborcy. To odróżnia je od billboardu czy spotu telewizyjnego, które docierają do wszystkich w tej samej formie.

Modele AI mogą adaptować się do konkretnych wyborców, konkretnych rozmów i konkretnych potrzeb użytkownika - Jakub Szymik, Fundacja Obserwatorium Demokracji Cyfrowej
Może się okazać, że to nie partie polityczne, lecz algorytmy będą decydować o tym, kto wygra - Jakub Szymik, Fundacja Obserwatorium Demokracji Cyfrowej

Przykład Groka

Jako konkretny przykład podatności chatbotów na polityczne odchylenia Szymik przywołuje zachowanie Groka, czatbota xAI. Model miał wprost deklarować, że głosowałby na Konfederację, co według rozmówcy WNP.pl pokazuje, że systemy AI nie są neutralne politycznie, mimo że są przedstawiane jako obiektywne źródło informacji.

Fundacja zwraca uwagę, że problem nie ogranicza się do odpowiedzi tekstowych. Systemy generatywne pozwalają dziś tworzyć ogromne ilości treści w bardzo krótkim czasie, w tym deepfake'i i syntetycznych influencerów, co utrudnia bieżące monitorowanie kampanii i szybkie reagowanie na dezinformację.

Luki w polskim prawie

Według Szymika Polska nie ma dziś wystarczająco precyzyjnych przepisów, które nakazywałyby oznaczanie treści wygenerowanych przez AI ani regulowały działalność influencerów politycznych i masowe wykorzystanie sztucznej inteligencji w kampaniach. Część proponowanych rozwiązań opiera się na już istniejących przepisach, takich jak unijny AI Act czy ustawa o usługach cyfrowych (DSA), ale ich stosowanie do specyfiki kampanii wyborczej wciąż budzi wątpliwości.

W Senacie trwają prace nad projektem, który dałby Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) uprawnienia do nakładania kar sięgających 6 procent globalnego rocznego obrotu platform za naruszenia związane z reklamą polityczną i treściami generowanymi przez AI. Nadzór miałby obejmować współpracę PKW z UODO, UKE, UOKiK i KRRiT.

Wyścig z kalendarzem

Kluczowym problemem pozostaje czas. Zgodnie z obowiązującymi zasadami nowych przepisów wyborczych nie wolno wprowadzać w ciągu sześciu miesięcy przed głosowaniem, co oznacza, że regulacje muszą wejść w życie z odpowiednim wyprzedzeniem przed wyborami w 2027 roku, by w ogóle mogły objąć kampanię.

Szymik przywołuje precedensy z innych krajów jako ostrzeżenie, co może się wydarzyć bez odpowiednich przepisów. Podczas wyborów w Wielkiej Brytanii chatboty halucynowały nieprawdziwe informacje o kandydatach, a przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2025 roku w sieci krążyły deepfake'i przedstawiające Ursulę von der Leyen i Józefa Stalina. Jako przykład wcześniejszej reakcji na polityczne treści w mediach społecznościowych przywołuje decyzję Mety o usunięciu konta Konfederacji w 2022 roku.

Fundacja wskazuje też na Brazylię, gdzie sąd wyborczy wprowadził wytyczne dotyczące AI w kampaniach już od 2024 roku, oraz na deklarację monachijską z tego samego roku, w której duże firmy technologiczne zobowiązały się do przeciwdziałania wykorzystaniu AI do manipulacji wyborczej.

Polscy influencerzy i AI

W kontekście polskiej sceny politycznej Szymik wymienia influencerów i polityków aktywnie korzystających z nowych narzędzi komunikacji, w tym Ewę Zajączkowską-Hernik, Dominika Tarczyńskiego oraz Patryka Jakiego z Konfederacji. Zjawisko to, w połączeniu z rosnącą liczbą Polaków korzystających z chatbotów jako źródła informacji, ma zdaniem fundacji realny wpływ na kształtowanie opinii przed kolejnymi wyborami.

Dla polskich wyborców i firm technologicznych oznacza to, że kampania przed wyborami w 2027 roku zacznie się faktycznie znacznie wcześniej niż formalny start, a stan przygotowania partii i regulatorów na obecność AI w polityce będzie testowany na bieżąco, długo przed pierwszą turą głosowania.

Udostępnij: