Nowości
Chiński serial z gwiazdą Zhang Linghe wymienia czołówkę po fali krytyki za sztuczną inteligencję

Spis treści
Chiński serial "Ta chwila w ogniu" z Zhang Linghe i Wang Churan w rolach głównych zaledwie kilka dni po premierze musiał wymienić czołówkę. Powód: widzowie masowo skrytykowali sekwencję otwierającą wygenerowaną przez sztuczną inteligencję, nazywając ją tanią imitacją prawdziwej produkcji filmowej.
Serial, w oryginale zatytułowany 这一秒过火, oparty jest na powieści pisarki znanej pod pseudonimem Fei Wo Sicun i został zapowiedziany jako jedna z flagowych produkcji sezonu, z budżetem odpowiadającym najwyższej kategorii S+ na chińskim rynku streamingowym. Tym mocniejszy był kontrast, gdy widzowie zobaczyli czołówkę.
Czołówka, która oburzyła widzów
Sekwencja otwierająca, w całości wygenerowana przez AI, pokazywała bohaterów o sztywnych, nienaturalnych sylwetkach na płaskich, źle oświetlonych tłach. Widzowie porównywali efekt do amatorskiej animacji PowerPoint albo grafiki z gier przeglądarkowych sprzed dekady, a nie do produkcji z gwiazdorską obsadą i wysokim budżetem.
Krytyka nie ograniczyła się do samej czołówki. Część widzów zwracała uwagę na uproszczony montaż, nadmiar zbliżeń i mocno wygładzony filtr obrazu w głównej części odcinków, co ich zdaniem przypominało raczej estetykę krótkich produkcji pionowych publikowanych w mediach społecznościowych niż pełnometrażowy serial telewizyjny.
Temat szybko trafił na chińskie listy trendów, gromadząc tysiące komentarzy krytycznych wobec decyzji produkcyjnych. Dla obserwatorów branży sprawa stała się przykładem napięcia między obniżaniem kosztów produkcji dzięki narzędziom AI a oczekiwaniami widzów wobec serialu o statusie flagowym.
Szybkie przeprosiny producentów
Ekipa produkcyjna zareagowała błyskawicznie. Wieczorem 21 lipca na oficjalnym koncie serialu na Weibo pojawiło się oświadczenie z przeprosinami wobec fanów, a już następnego dnia w odcinkach 8 i 9 pojawiła się nowa, nakręcona z udziałem aktorów czołówka. Pozostałe odcinki miały otrzymać tę samą aktualizację w kolejnych dniach.
Nasz zamysł dotyczący tej sekwencji był szczery, ale efekt końcowy wywołał szeroką dyskusję i rozczarowanie - oświadczenie ekipy produkcyjnej serialu na Weibo
Tempo reakcji, licząc w dniach a nie tygodniach, pokazuje jak wrażliwym punktem stało się dziś wykorzystanie generatywnej AI w produkcjach z udziałem znanych aktorów. Studio wolało poniesione koszty ponownego nakręcenia sekwencji niż ryzyko dalszego pogłębiania kryzysu wizerunkowego wokół gwiazdorskiej obsady.
Część większego trendu w branży rozrywkowej
To kolejny w ostatnich miesiącach przypadek, gdy generatywna sztuczna inteligencja w produkcjach filmowych i serialowych wywołuje sprzeciw odbiorców, obok wcześniejszych sporów wokół wykorzystania AI w Hollywood i na platformach streamingowych. W Chinach, gdzie rynek seriali online rośnie w szybkim tempie, presja na skracanie czasu i kosztów produkcji sprawia, że studia sięgają po narzędzia AI coraz odważniej, czasem wyprzedzając oczekiwania widzów.
Sprawa serialu z Zhang Linghe pokazuje też, że reputacja gwiazd obsady bywa dziś bezpośrednio powiązana z jakością efektów generowanych komputerowo. Zhang Linghe, znany z ról w takich produkcjach jak "Love Between Fairy and Devil" czy "Story of Kunning Palace", zbudował dużą bazę oddanych fanów, którzy szybko i głośno wyrażają niezadowolenie, gdy uznają że produkcja nie dorównuje oczekiwanej jakości.
Co to znaczy dla widzów w Polsce
Dla polskiego odbiorcy sprawa jest przede wszystkim sygnałem, jak szybko rynek widzów potrafi zweryfikować użycie generatywnej AI w produkcjach rozrywkowych, nawet gdy dotyczy to elementu pobocznego, jakim jest czołówka. W Polsce od 2 sierpnia 2026 roku zaczynają obowiązywać przepisy wymagające oznaczania treści wygenerowanych przez AI, w tym materiałów wideo, co czyni podobne kontrowersje coraz bardziej prawdopodobnymi także na rodzimym rynku.
Przykład chińskiej produkcji może stać się argumentem zarówno dla zwolenników szybkiego wdrażania AI w produkcji telewizyjnej ze względu na koszty, jak i dla krytyków ostrzegających, że widzowie coraz łatwiej rozpoznają i odrzucają niedopracowane efekty generatywne, niezależnie od budżetu całej produkcji.


