czwartek, 30 lipca 2026

Nowości

Deepfake'i zmuszają polskich dziennikarzy śledczych do zmiany metod pracy

Polska scenaPatryk Raba2
Deepfake'i zmuszają polskich dziennikarzy śledczych do zmiany metod pracy
Fot. cottonbro studio, Pexels (Pexels License)
Spis treści
  1. Koniec dowodu bezdyskusyjnego
  2. Narzędzia wykrywające też się mylą
  3. Konkretne sprawy, konkretne konsekwencje
  4. Presja czasu kontra rzetelność

Jeszcze kilka lat temu autentyczne nagranie lub zdjęcie było dla dziennikarza śledczego koronnym dowodem. Dziś to dopiero początek pracy - materiał trzeba zweryfikować, bo narzędzia takie jak ElevenLabs pozwalają podrobić czyjś głos na tyle wiarygodnie, że odróżnienie fałszywki od oryginału graniczy z niemożliwością. Wirtualne Media opisały w tekście opublikowanym 30 lipca 2026 roku, jak polscy reporterzy śledczy i prawnicy radzą sobie z tą nową rzeczywistością.

Koniec dowodu bezdyskusyjnego

Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski, przyznaje wprost, że dziś nie opublikowałby nagrania bez dokładnej weryfikacji technicznej. To zmiana w stosunku do praktyki sprzed kilku lat, gdy surowy materiał audio czy wideo traktowano jako wystarczający dowód do publikacji. Teraz redakcje muszą zakładać, że każde nagranie mogło zostać spreparowane, zanim w ogóle zaczną nad nim pracować.

Gdybym dziś otrzymał takie nagranie, nie odważyłbym się go opublikować bez bardzo dokładnej weryfikacji - Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski

Adwokat Krzysztof Czyżewski z kancelarii Czyżewscy zwraca uwagę, że problem sięga głębiej niż pojedyncze fałszywe nagranie. Jego zdaniem obecnie nie można już bezgranicznie wierzyć żadnemu pismu, zdjęciu czy nagraniu, co wymusza redefinicję prawnego pojęcia szczególnej staranności dziennikarskiej - nie może być ono już traktowane teoretycznie czy formalnie, tylko wymaga realnej, udokumentowanej procedury weryfikacyjnej.

Obecnie nie można bezgranicznie już wierzyć w żadne pismo, zdjęcie, nagranie - Krzysztof Czyżewski, adwokat, kancelaria Czyżewscy

Narzędzia wykrywające też się mylą

Problem nie kończy się na fałszerstwach. Mateusz Cholewa, autor książki Fake Off, ostrzega, że narzędzia do wykrywania materiałów wygenerowanych przez AI mają swoje ograniczenia i wielokrotnie już oznaczały jako sztuczny twór materiał, który był w pełni autentyczny. To oznacza podwójne ryzyko dla redakcji - mogą zarówno przepuścić fałszywkę, jak i błędnie zdyskredytować prawdziwy materiał.

Anna Gielewska, redaktorka naczelna Frontstory, zwraca uwagę na jeszcze trudniejszy wariant zagrożenia. Według niej najtrudniej wykryć nie materiały wygenerowane przez AI od zera, lecz te bazujące na autentycznych zdjęciach lub nagraniach, w których wprowadzono tylko częściową manipulację. Takie hybrydy omijają wiele automatycznych detektorów, bo większość treści w nich jest prawdziwa.

Konkretne sprawy, konkretne konsekwencje

Artykuł przywołuje kilka przykładów, w których AI odegrała rolę po obu stronach śledztwa. W sprawie fałszywych dokumentów wykorzystanych przez Telewizję Republika to właśnie analiza z użyciem AI pozwoliła wykryć nieprawidłowości w stawkach VAT, co obnażyło fałszerstwo. Po publikacji akt w sprawie Jeffreya Epsteina pojawiła się z kolei fala materiałów wygenerowanych przez AI, które próbowały podszyć się pod autentyczne dokumenty ze sprawy - dowód na to, że każda głośna publikacja źródłowa dziś niemal automatycznie generuje towarzyszącą jej falę fałszywek.

Radosław Gruca opisuje przypadek, w którym analiza stylometryczna potwierdziła autentyczność stenogramów prokuratorskich, ale prokuratura mimo to ją zignorowała. Wskazuje to na lukę kompetencyjną w organach ścigania, które nie zawsze są przygotowane do oceny dowodów cyfrowych zweryfikowanych metodami lingwistyki komputerowej czy analizy technicznej.

Media są pod coraz większą presją produkowania jak największej liczby materiałów jak najmniejszym kosztem i w jak najkrótszym czasie - Radosław Gruca, dziennikarz śledczy

Presja czasu kontra rzetelność

To zdanie Gracy trafia w sedno napięcia opisanego w artykule. Weryfikacja materiału pod kątem możliwej manipulacji AI wymaga czasu, specjalistycznej wiedzy i często zaangażowania technologów spoza redakcji - zasobów, których większość polskich mediów nie ma w nadmiarze. Jednocześnie presja szybkości publikacji, wzmocniona konkurencją w sieci, działa w dokładnie przeciwnym kierunku.

Adwokat Czyżewski dodaje do tego kolejny czynnik - w jego ocenie sąd opinii publicznej reaguje szybciej i bardziej bezwzględnie niż sąd powszechny. Błąd redakcji, która opublikuje niezweryfikowany materiał lub przeciwnie, niesłusznie zdyskredytuje prawdziwy dowód, rozchodzi się w mediach społecznościowych zanim sprawa trafi na wokandę. To dodatkowo podnosi stawkę każdej decyzji publikacyjnej.

Dla polskiego czytelnika i dla samych redakcji wnioski z tekstu są praktyczne. Rośnie potrzeba budowania w mediach kompetencji technologicznych - zatrudniania specjalistów od wykrywania manipulacji, prowadzenia udokumentowanej procedury weryfikacyjnej i traktowania każdego nagrania czy zdjęcia jako materiału wymagającego sprawdzenia, a nie gotowego dowodu. Rozmówcy artykułu zgodnie wskazują, że polskie sądy i organy ścigania wciąż nie nadążają za tym tempem zmian technologicznych, co w praktyce przenosi ciężar weryfikacji na same redakcje.

Udostępnij: