Nowości
Miliarder przyznaje: felieton w Wall Street Journal napisała za niego AI

Stanley Druckenmiller potwierdził, że jego krytyczny wobec sekretarza skarbu USA felieton w Wall Street Journal powstał przy użyciu sztucznej inteligencji. Redakcja gazety uznała to za dopuszczalne, nazywając AI "faktem współczesnego życia".
Spis treści
Amerykański miliarder i inwestor Stanley Druckenmiller nie ukrywał się, gdy narzędzie do wykrywania tekstów generatywnych wykazało, że jego felieton opublikowany w Wall Street Journal napisała sztuczna inteligencja. Zapytany wprost, odpowiedział krótko: oczywiście, że użył AI. Sprawa wywołała dyskusję o granicach autorstwa w amerykańskich mediach opiniotwórczych.
Co się stało
Druckenmiller, wieloletni zarządzający funduszami hedgingowymi i były mentor obecnego sekretarza skarbu Scotta Bessenta, opublikował w Wall Street Journal tekst krytykujący interwencje Bessenta na rynku obligacji skarbowych. Autor ostrzegał, że próby sztucznego obniżania rentowności bez dyscypliny fiskalnej są niebezpieczne zarówno dla rynków, jak i dla wiarygodności samego Departamentu Skarbu. Krótko po publikacji dziennikarze z serwisu NOTUS wykorzystali narzędzie Pangram do sprawdzenia tekstu i uzyskali wynik wskazujący na generowanie przez sztuczną inteligencję.
Zamiast zaprzeczać, Druckenmiller w rozmowie z dziennikarzami przyznał się bez wahania.
Oczywiście, że użyłem sztucznej inteligencji - Stanley Druckenmiller, inwestor
Miliarder dodał, że pisze teraz wszystko z pomocą AI z tego samego powodu, dla którego używa kalkulatora przy obliczeniach matematycznych. Podkreślił też, że nie jest tym zażenowany, a stojące za tekstem argumenty i przekonania pozostają wyłącznie jego.
Stanowisko redakcji
Kluczowym elementem sprawy nie jest jednak samo użycie AI przez autora zewnętrznego, lecz reakcja redakcji. Paul Gigot, szef działu opinii Wall Street Journal, oświadczył, że Druckenmiller nie złamał zasad gazety dotyczących publikacji felietonów zewnętrznych.
Pytanie, jakie sobie zadajemy, brzmi, czy to, co publikujemy od współpracowników, odzwierciedla oryginalny argument autora i czy autor ma odpowiednią pozycję oraz wiarygodność, by go wygłosić - Paul Gigot, redaktor naczelny działu opinii Wall Street Journal
Gigot zaznaczył, że w przypadku Druckenmillera nikt nie może wątpić, że felieton wyraża jego autentyczne poglądy, i określił korzystanie z AI przez autorów jako fakt współczesnego życia. Wall Street Journal nie wymaga więc od współpracowników ujawniania, że tekst powstał z pomocą generatywnych narzędzi, o ile treść pozostaje zgodna z rzeczywistymi poglądami sygnatariusza.
Rozjazd polityk redakcyjnych
Decyzja WSJ kontrastuje z podejściem innych dużych tytułów. New York Times przyjął bardziej restrykcyjne zasady wobec freelancerów korzystających z AI, a Financial Times wycofał się z wcześniejszej polityki, która pozwalała na użycie sztucznej inteligencji bez obowiązku ujawniania tego czytelnikom. Komentatorzy branżowi określili sprawę Druckenmillera jako moment precedensowy dla mediów opiniotwórczych, pokazujący, że redakcje dopiero wypracowują spójne standardy wobec tekstów współtworzonych przez maszyny.
Różnica zdań bierze się z odmiennego rozumienia, czym właściwie jest autorstwo felietonu. Dla WSJ liczy się przede wszystkim to, czyje poglądy i wiarygodność stoją za tekstem, a nie kto fizycznie ułożył zdania. Dla krytyków takiego podejścia problemem jest to, że czytelnik traci możliwość oceny, ile w publikowanej opinii jest faktycznej pracy intelektualnej autora, a ile efektu promptowania modelu językowego.
Szersze zjawisko
Sprawa Druckenmillera wpisuje się w szerszy trend zacierania granicy między tekstem ludzkim a generowanym maszynowo w mediach i wydawnictwach. Ten sam program Pangram, który wykrył AI w felietonie miliardera, jest wykorzystywany przez naukowców z Stony Brook University, Columbia Law School i University of Michigan do badania rynku książek self-publishingowych na Amazonie. Z ich analizy blisko 14,4 tysiąca tytułów wynika, że jedna piąta katalogu zawiera ponad jedną czwartą treści wygenerowanej przez AI, choć te pozycje odpowiadają za mniej niż 12 procent przychodów ze sprzedaży. Bardziej niepokojący dla wydawców jest inny wskaźnik: udział nowych bestsellerów z istotnym wkładem AI wzrósł w badanym okresie niemal z zera do 31 procent.
Znaczenie dla Polski
Dla polskich redakcji i wydawnictw spór wokół felietonu Druckenmillera to sygnał, że pytanie o ujawnianie użycia AI w tekstach eksperckich i opiniotwórczych przestaje być teoretyczne. Polskie media wciąż nie mają jednolitych zasad w tej sprawie, a krajowi eksperci od prawa autorskiego zwracają uwagę, że orzecznictwo broni ochrony wyłącznie utworów będących wytworem ludzkiego umysłu, co komplikuje kwestię odpowiedzialności za treści współtworzone przez maszyny.
Rozbieżność między podejściem Wall Street Journal a bardziej ostrożnym stanowiskiem New York Timesa czy Financial Times pokazuje, że nawet czołowe redakcje na świecie nie doszły jeszcze do wspólnego standardu. Można się spodziewać, że kolejne przypadki publicznego przyznania się do korzystania z AI przez znane osoby będą wymuszać na wydawcach doprecyzowanie własnych regulaminów, zanim zrobią to za nich krajowi regulatorzy.


