Nowości

Google wycofuje generator obrazów AI w Google Earth dzień po premierze

ModelePatryk Raba
Google wycofuje generator obrazów AI w Google Earth dzień po premierze
Fot. Adobe Stock

Google uruchomiło globalnie funkcję Nano Banana 2 w Google Earth 30 lipca, a już 31 lipca ogłosiło jej wycofanie po tym, jak użytkownicy zaczęli generować obrazy łamiące zasady serwisu.

Spis treści
  1. Błyskawiczny zwrot
  2. Test badacza
  3. Precedens z Bahrajnu
  4. Zabezpieczenia Google
  5. Co dalej

Google w ciągu jednej doby uruchomiło i częściowo wycofało nową funkcję sztucznej inteligencji w Google Earth. Generator obrazów Nano Banana 2, pozwalający tworzyć realistyczne wizualizacje osadzone w prawdziwych zdjęciach satelitarnych, trafił do wszystkich użytkowników przeglądarkowej wersji serwisu 30 lipca 2026 roku, a już dzień później firma ogłosiła jego wycofanie, tłumacząc to naruszeniami swoich zasad.

Błyskawiczny zwrot

Premiera Nano Banana 2 w Google Earth wyglądała na jedną z bardziej efektownych aktualizacji serwisu od lat. Model AI oparty na Gemini generował obrazy nie w oderwaniu od rzeczywistości, jak klasyczne generatory, lecz na bazie prawdziwych danych satelitarnych, zdjęć lotniczych i modeli 3D konkretnego miejsca. Wystarczyło przybliżyć dowolny punkt na mapie, kliknąć „stwórz obraz” i wpisać polecenie, by zobaczyć wizualizację osadzoną w realnym kontekście przestrzennym.

Firma reklamowała funkcję jako narzędzie do rekonstrukcji historycznych miejsc, planowania zieleni miejskiej czy wizualizacji projektów architektonicznych. Zaledwie 24 godziny później Google dopisało do tego samego wpisu na blogu aktualizację z 31 lipca, w której poinformowało o wstrzymaniu dostępności funkcji. Firma napisała, że widziała wśród geoprzestrzennych specjalistów wiele pożytecznych zastosowań narzędzia, ale też zauważyła, że użytkownicy dzielą się zrzutami ekranu obrazów naruszających jej zasady.

Test badacza

Zanim Google ogłosiło wycofanie funkcji, ryzyko związane z narzędziem opisywali niezależni badacze i dziennikarze. Henk van Ess pokazał, że stworzenie fałszywego obrazu wymaga jednego zdania i kilku sekund. W ten sposób umieścił na mapie nieistniejącą elektrownię atomową w Iranie, uchodźców przy granicy z Meksykiem oraz szpital ze świeżym lejem po bombie w Gazie. Efekt zachowywał poprawne oświetlenie, kąt kamery i współrzędne, dzięki czemu wyglądał jak autentyczne zdjęcie satelitarne.

Van Ess zwracał uwagę, że usunięcie prawdziwego obiektu z map satelitarnych wymaga zwykle interwencji rządowej, a dodanie fałszywego, po nowej funkcji Google Earth, wymagało jedynie wpisania promptu. Przypominał też, że zdjęcia satelitarne od lat pełnią rolę dowodu w śledztwach, na przykład przy weryfikacji sfabrykowanych przez Rosję fotografii z katastrofy lotu MH17, gdzie badacze porównywali je z archiwalnymi ujęciami Google Earth.

Precedens z Bahrajnu

Ryzyko nie jest czysto teoretyczne. Podczas wcześniejszego napięcia między USA a Iranem w sieci krążyły fałszywe zdjęcia „przed i po”, przedstawiające rzekomo zniszczoną amerykańską bazę wojskową. W rzeczywistości był to obraz wygenerowany przez AI, nałożony na autentyczne zdjęcie satelitarne instalacji w Bahrajnie. Materiał obejrzało około 950 tysięcy osób, zanim fact-checkerzy zdążyli go zdementować.

Ten przypadek powstał bez wbudowanego w Google Earth generatora, wyłącznie przy pomocy zewnętrznych narzędzi AI i edycji graficznej. Krytycy nowej funkcji argumentowali, że danie każdemu użytkownikowi możliwości robienia tego samego wewnątrz samej usługi mapowej, cieszącej się wyjątkowym zaufaniem jako źródło wiarygodnych danych geograficznych, radykalnie obniża próg wejścia dla dezinformacji tego typu.

Zabezpieczenia Google

Google broniło funkcji dwiema warstwami zabezpieczeń: każdy wygenerowany obraz miał niewidoczny cyfrowy znak wodny SynthID, a wygenerowane grafiki nie pojawiały się w głównym widoku Google Earth widocznym dla innych użytkowników, lecz tylko na koncie autora. Użytkownik niepewny pochodzenia zdjęcia mógł sprawdzić je w aplikacji Gemini lub przez funkcję Lens w wyszukiwarce.

Wiemy, że ludzie wyjątkowo ufają Google Earth jako rzetelnemu obrazowi świata. Widzieliśmy, jak specjaliści od danych geoprzestrzennych wykorzystują tę funkcję na wiele pożytecznych sposobów, ale zauważyliśmy też, że użytkownicy dzielą się zrzutami ekranu wygenerowanych obrazów, które wydają się łamać nasze zasady. Dlatego wycofujemy tę funkcję z Google Earth na czas wdrażania silniejszych zabezpieczeń - Google, aktualizacja wpisu na blogu z 31 lipca 2026

Firma nie podała, jakie dokładnie obrazy naruszały jej zasady ani ile zgłoszeń otrzymała w ciągu doby działania funkcji. Nie ujawniła też konkretnego terminu przywrócenia narzędzia, ograniczając się do zapowiedzi prac nad „silniejszymi zabezpieczeniami”, zanim generator wróci do serwisu.

Co dalej

Sprawa pokazuje, jak szybko może zderzyć się entuzjazm wokół nowych funkcji generatywnej AI z realnym ryzykiem nadużyć, gdy narzędzie łączy się z usługą postrzeganą jako obiektywne źródło danych. Dla dziennikarzy śledczych, analityków open source intelligence i instytucji korzystających z Google Earth jako punktu odniesienia epizod jest sygnałem, że nawet oznaczone znakiem wodnym obrazy AI wymagają dodatkowej weryfikacji, zwłaszcza że narzędzia do usuwania znaków wodnych typu SynthID już istnieją.

Google nie sprecyzowało, czy i kiedy generator obrazów wróci do Google Earth w zmienionej formie ani czy ograniczenia obejmą konkretne kategorie tematów, takie jak obiekty wojskowe czy infrastruktura krytyczna. Do czasu ponownego uruchomienia funkcja pozostaje niedostępna dla użytkowników przeglądarkowej wersji serwisu.

Udostępnij: