Nowości
Google Earth generuje obrazy AI osadzone w prawdziwych zdjęciach satelitarnych

Spis treści
Google Earth przestaje być tylko mapą do oglądania i staje się narzędziem do wizualizowania tego, co jeszcze nie istnieje. Od 30 lipca 2026 roku każdy użytkownik wersji webowej może wybrać dowolny punkt na globie, opisać swój pomysł zwykłym zdaniem i dostać obraz, który wygląda jak zdjęcie tego konkretnego miejsca, tylko zmienione zgodnie z poleceniem.
Mechanizm działania jest prosty w obsłudze, ale technicznie nietrywialny. Użytkownik przybliża widok do wybranego miejsca, klika przycisk tworzenia obrazu i wpisuje opis w języku naturalnym. System nie generuje obrazu od zera na pustym tle, tylko wykorzystuje jako punkt wyjścia rzeczywistą geometrię terenu, układ ulic, budynków i otoczenia z bazy Google Earth.
Jak to działa w praktyce
Twórcy funkcji podkreślają, że różni ją od typowych generatorów obrazów właśnie to zakotwiczenie w realnych danych. Zamiast wpisywać prompt w puste okno i liczyć, że model zrozumie kontekst, użytkownik zaczyna od konkretnego miejsca na mapie, a AI dopasowuje wygenerowaną scenę do jego rzeczywistej perspektywy i układu przestrzennego.
Rather than typing a prompt into a blank text box and hoping the AI understands what you mean, you start with an actual place on the map - zespół Google Earth
W praktyce oznacza to, że prośba o cyberpunkową wersję kampusu Google w Mountain View zwróci futurystyczne miasto, ale zbudowane na tym samym układzie ulic i budynków, który istnieje naprawdę. Google pokazuje w materiałach promocyjnych przykłady takie jak rekonstrukcja wyglądu Pompejów sprzed erupcji Wezuwiusza w 79 roku naszej ery czy infografika Statuy Wolności z automatycznie dobranymi faktami historycznymi.
Polski test na Łodzi i Warszawie
Dziennikarze testujący funkcję sprawdzali też mniej poważne zastosowania. Jedno z poleceń brzmiało wprost, żeby pokazać dane miasto, ale ładniejsze, inne prosiło o wizję tego samego miejsca za dwieście lat w klimacie cyberpunkowym. Wyniki takich zapytań pokazują, że narzędzie równie dobrze radzi sobie z żartobliwą przebudową znanej okolicy, co z poważną wizualizacją urbanistyczną.
Praktyczne zastosowania, na które wskazuje Google, obejmują wizualizację zmian w przestrzeni miejskiej, na przykład dodanie zieleni i szerszych chodników na danej ulicy, projektowanie restauracji na dachach istniejących budynków czy przygotowanie infografik edukacyjnych do zabytkowych miejsc. Architekci i deweloperzy mogą w ten sposób szybko pokazać klientowi koncepcję inwestycji osadzoną w realnym sąsiedztwie, zamiast czekać na profesjonalną wizualizację.
Ograniczenia i zastrzeżenia
Google wprost zaznacza, że narzędzie pozostaje eksperymentalne. Wygenerowane obrazy to koncepcyjne mockupy, a nie rzeczywiste plany budowlane czy dokumentacja projektowa, więc mogą zawierać błędy, przekłamania geometrii i typowe dla modeli generatywnych halucynacje. Firma nie rekomenduje traktowania wyników jako podstawy do faktycznych decyzji inwestycyjnych czy architektonicznych bez weryfikacji przez specjalistów.
Ograniczenia dotyczą też samej dostępności. Funkcja działa na razie wyłącznie w przeglądarkowej wersji Google Earth, mimo że aplikacja mobilna ma znacznie większą bazę użytkowników. Subskrybenci planów Google AI mają dzienny limit liczby generowanych obrazów, a samo tworzenie jednego ujęcia trwa nawet do dwóch minut. Zmiana perspektywy w trakcie edycji wymaga przerwania procesu i ustawienia widoku od nowa.
Miejsce w szerszej strategii Google Earth AI
Nowa funkcja obrazów to element większego pakietu zmian w Google Earth AI, obejmującego też Geospatial Reasoning, czyli framework oparty na Gemini, który automatycznie łączy różne modele analizujące dane satelitarne, populacyjne i środowiskowe do odpowiadania na złożone pytania. Google udostępnia też część tych modeli klientom biznesowym przez Google Cloud oraz zaufanym testerom w wersji Professional w Stanach Zjednoczonych.
Dla polskiego czytelnika najważniejsze jest to, że funkcja generowania obrazów trafia od razu globalnie, bez regionalnych ograniczeń typowych dla wcześniejszych premier Google w Europie. Oznacza to, że lokalni urbaniści, nauczyciele historii czy twórcy treści mogą korzystać z niej na start, bez czekania na osobny rollout dla UE.


