Nowości
Microsoft: pisanie kodu linijka po linijce się skończyło, teraz rządzą agenci AI

Spis treści
Trzeciego września David Fowler, inżynier dystyngowany Microsoftu z osiemnastoletnim stażem w firmie, napisał na platformie X jedno zdanie, które w środowisku programistów wywołało lawinę komentarzy: pisanie kodu linijka po linijce się skończyło. Pięć dni później okazuje się, że to nie był chwilowy zachwyt nad nowym narzędziem, tylko opis strategii, którą Microsoft realizuje od miesięcy w Windows, GitHub Copilocie i wewnętrznych systemach bezpieczeństwa.
Fowler nie jest przypadkowym głosem w tej dyskusji. To współtwórca frameworka SignalR, jeden z twórców NuGet i silnika wdrożeniowego Kudu, wieloletni deweloper rdzenia ASP.NET Core, a obecnie osoba odpowiedzialna za rozwój Aspire, narzędzia Microsoftu do budowy aplikacji rozproszonych. Gdy ktoś z takim dorobkiem twierdzi, że ręczne wpisywanie linijek kodu w edytorze traci sens, trudno to zbyć jako marketingową przesadę.
Co dokładnie powiedział Fowler
Inżynier zastrzegł, że nie chodzi mu o koniec zawodu programisty ani o to, że deweloperzy przestaną czytać kod. Jego teza jest węższa: ręczne pisanie pojedynczych linijek w edytorze przestaje być głównym sposobem tworzenia oprogramowania. Zamiast tego programiści mają coraz częściej formułować wymagania, projektować architekturę, zarządzać zależnościami i recenzować to, co wygenerował agent, zanim trafi to do produkcji.
Typing code is absolutely over - David Fowler, Distinguished Engineer, Microsoft
Narzędzia, które mają to potwierdzić
Za deklaracją stoi konkretna infrastruktura. Aspire, projekt prowadzony przez Fowlera, w wersjach 13.1 i 13.2 dostał funkcje przyjazne agentom AI, które mogą samodzielnie konfigurować środowiska deweloperskie. Agenci GitHub Copilota od lutego 2026 roku potrafią budować i testować projekty Windows oraz uruchamiać lintery, a od sierpnia dostali też wsparcie dla sesji w Windows Subsystem for Linux. Mogą modyfikować repozytoria, uruchamiać testy i samodzielnie otwierać pull requesty do przeglądu przez człowieka.
Do tego dochodzi MDASH, wewnętrzny system Microsoftu wykorzystujący ponad sto agentów AI do skanowania Windows, Azure i systemów tożsamości pod kątem luk bezpieczeństwa. To pokazuje, że firma nie traktuje agentów wyłącznie jako narzędzia do pisania nowych funkcji, ale też jako warstwę utrzymania i kontroli jakości ogromnej bazy istniejącego kodu.
Liczby, które trudno zignorować
Skala zjawiska wynika wprost z wypowiedzi kierownictwa Microsoftu. Satya Nadella, pytany przez Marka Zuckerberga podczas konferencji LlamaCon, przyznał, że 20 do 30 procent kodu używanego dziś w oprogramowaniu firmy powstaje z udziałem sztucznej inteligencji. Kevin Scott, dyrektor ds. technologii Microsoftu, poszedł dalej, prognozując, że do 2030 roku nawet 95 procent kodu będzie generowane przez AI. Dla porównania Sundar Pichai mówił o nieco ponad 30 procentach kodu tworzonego przez AI w Google.
Te liczby nie są jednak jednoznacznym dowodem sukcesu. Metody pomiaru, jakimi posługują się Microsoft i Google, nie zostały nigdzie precyzyjnie opisane, więc branżowi komentatorzy podchodzą do nich z rezerwą. AI radzi sobie wyraźnie lepiej z Pythonem niż z C++, co Microsoft tłumaczy prostszą składnią i większą ilością danych treningowych dla tego pierwszego języka. Krytyczne komponenty samego Windows, gdzie błąd bywa kosztowny, wciąż pozostają domeną programistów-ludzi.
Bezpieczeństwo pod znakiem zapytania
Entuzjazm dla agentów kodujących studzi raport firmy Veracode z 2026 roku, według którego 44 procent przetestowanego kodu wygenerowanego przez AI zawierało znane luki bezpieczeństwa. To liczba, która stawia pytanie o cenę przyspieszenia: jeśli niemal połowa kodu tworzonego przez agentów wymaga poprawek bezpieczeństwa, rola programisty jako recenzenta i strażnika jakości nie znika, tylko zmienia charakter.
Sam Microsoft zdaje się to rozumieć, skoro równolegle z promowaniem agentów kodujących rozbudowuje MDASH, system, który ma wyłapywać właśnie tego typu problemy zanim trafią one do produkcyjnych systemów Windows i Azure. To sugeruje, że firma traktuje agentów jako parę rąk do pisania kodu i jednocześnie jako dodatkową warstwę kontroli, a nie zamiennik ludzkiego nadzoru.
Co to znaczy dla polskich programistów
Dla polskich zespołów deweloperskich, w dużej części pracujących w ekosystemie Microsoftu, deklaracja Fowlera to sygnał, że narzędzia takie jak GitHub Copilot będą coraz mocniej ingerować w codzienny warsztat, od budowania środowisk po otwieranie pull requestów. Firmy planujące rekrutację lub szkolenia zespołów IT powinny liczyć się z tym, że umiejętność formułowania wymagań dla agentów i recenzowania ich pracy będzie zyskiwać na znaczeniu kosztem czystego pisania kodu od zera.
Jednocześnie dane Veracode o lukach w kodzie generowanym przez AI to argument przeciwko bezkrytycznemu wdrażaniu agentów bez dodatkowych procesów przeglądu. Zespoły, które already korzystają z Copilota czy podobnych narzędzi, powinny traktować rosnący udział AI w kodzie jako powód do wzmocnienia, a nie osłabienia testów i code review.


