Nowości
Pięć polskich miast w wyścigu o unijną gigafabrykę AI

Z dziesięciu zgłoszonych lokalizacji do dalszej analizy wybrano pięć: Kraków, Wrocław, Poznań, Skawinę i Warszawę. Ostateczną decyzję podejmie specjalna komisja, biorąc pod uwagę dostęp do mocy energetycznych oraz zaplecze naukowe.
Spis treści
Polska wytypowała pięć miast, które wciąż liczą się w walce o lokalizację unijnej gigafabryki sztucznej inteligencji. Z dziesięciu zgłoszonych na wstępnym etapie propozycji do dalszej analizy przeszły Kraków, Wrocław, Poznań, Skawina i Warszawa - to właśnie w jednym z nich może stanąć infrastruktura obliczeniowa, o którą Polska ubiega się razem z Litwą, Łotwą, Estonią i Czechami.
Kto wybiera lokalizację
O finalnym miejscu zdecyduje specjalna komisja powołana do oceny zgłoszonych działek i budynków. Pod uwagę będzie brany przede wszystkim dostęp do odpowiednich mocy energetycznych, bo gigafabryka AI to instalacja o zapotrzebowaniu liczonym w dziesiątkach, a docelowo nawet setkach megawatów. Drugim kryterium jest zaplecze kompetencyjne i uniwersyteckie w danej lokalizacji - stąd w gronie kandydatów silne ośrodki akademickie jak Kraków, Wrocław i Poznań.
Poznań wymieniany jest jako jeden z faworytów tego zestawienia, głównie dzięki już istniejącej infrastrukturze obliczeniowej i planom rozbudowy lokalnego centrum superkomputerowego. Wrocław ma z kolei mocnego lokalnego kandydata w postaci Politechniki Wrocławskiej, która zabiega o budowę instalacji na kampusie przy ulicy Długiej. Kraków może liczyć na doświadczenie Akademickiego Centrum Komputerowego Cyfronet AGH, gdzie działają już trzy superkomputery notowane na liście TOP500.
Unijny przetarg w tle
Wybór lokalizacji w Polsce to tylko jeden z etapów znacznie większego postępowania prowadzonego przez EuroHPC JU, europejską inicjatywę odpowiedzialną za infrastrukturę superkomputerową. W pierwszym europejskim postępowaniu na gigafabryki AI Komisja planuje wyłonić siedem projektów: cztery średniej skali w ramach tak zwanego Lot 1 oraz trzy projekty dużej skali w Lot 2. Polska razem z partnerami z regionu bałtyckiego ubiega się o miejsce w mniejszej z tych kategorii.
Postępowanie ogłoszono w lipcu 2026 roku, a konsorcja miały piętnaście tygodni na przygotowanie ofert. Zgodnie z harmonogramem umowy mają zostać podpisane na początku 2027 roku, a sama gigafabryka miałaby ruszyć w 2028 roku. Wartość przedsięwzięcia może przekroczyć 10 miliardów złotych, przy czym cały wkład finansowy ma pochodzić od prywatnego konsorcjum, a nie z budżetu państwa.
Trzy polskie konsorcja i sojusz bałtycki
O udział w przetargu ubiegają się trzy konsorcja z Polski, na co zwracał uwagę wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. Projekt funkcjonuje pod nazwą Baltic AI GigaFactory i obejmuje współpracę Polski z Litwą, Łotwą i Estonią, do której w kolejnych miesiącach dołączyła też Czechami. Zgodnie ze zgłoszeniem przesłanym do Komisji Europejskiej gigafabryka miałaby powstać w Polsce w maksymalnie dwóch lokalizacjach, co tłumaczy, dlaczego lista pięciu miast wciąż nie została zawężona do jednego zwycięzcy.
Rządowa strategia zakłada, że rozproszenie infrastruktury między kilka ośrodków akademickich pozwoli lepiej wykorzystać istniejące już zasoby obliczeniowe, w tym dwie działające w Polsce zwykłe fabryki AI - Gaia w Krakowie i budowaną w Poznaniu Piast-AI. Gigafabryka ma być znacznie większym skokiem mocy obliczeniowej, przeznaczonym do trenowania i udostępniania dużych modeli językowych oraz innych systemów AI firmom i instytucjom naukowym z regionu.
Co to oznacza dla polskich firm
Dla polskiego rynku technologicznego wygrana w przetargu oznaczałaby dostęp do mocy obliczeniowej klasy europejskiej bez konieczności korzystania z zagranicznych chmur obliczeniowych, co od miesięcy podnoszą jako argument przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji, mówiąc o mocy obliczeniowej jako współczesnym odpowiedniku ropy naftowej. Lokalna gigafabryka mogłaby obniżyć koszty dostępu do infrastruktury AI dla polskich startupów i instytucji badawczych, które dziś w większości korzystają z usług dostawców zza oceanu.
Ryzyko jest jednak symetryczne - przegrana w unijnym przetargu oznaczałaby, że region bałtycki straci szansę na inwestycję wartą ponad 10 miliardów złotych na rzecz konkurujących projektów z innych części Europy. Rywalizacja o siedem miejsc w pierwszym postępowaniu EuroHPC jest ostra, a łącznie w całej Unii zgłoszono kilkadziesiąt lokalizacji w kilkunastu krajach członkowskich.
Ostateczny wybór miasta w Polsce nie zapadnie przed rozstrzygnięciem unijnego przetargu, co oznacza, że kandydaci - Kraków, Wrocław, Poznań, Skawina i Warszawa - będą przez najbliższe miesiące równolegle dopracowywać swoje oferty energetyczne i infrastrukturalne. Rozstrzygnięcie na poziomie europejskim spodziewane jest na przełomie 2026 i 2027 roku, tuż przed planowanym podpisaniem umów.


