Nowości
Znany lektor pozywa producenta szamb za sklonowany przez AI głos

Jarosław Łukomski, lektor z ponad 40-letnim stażem, pozwał firmę JFC Polska po tym, jak jego głos, odtworzony przez sztuczną inteligencję, trafił do reklam producenta szamb bez jego zgody. To pierwsza w Polsce sprawa sądowa dotycząca klonowania głosu przez AI.
Spis treści
Jarosław Łukomski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich lektorów, którego głos towarzyszył widzom między innymi w "Szklanej pułapce" i "Milczeniu owiec", pozwał firmę JFC Polska. Powód: jego barwa głosu, odtworzona przez syntezator mowy oparty na sztucznej inteligencji, wybrzmiała w reklamach producenta szamb i oczyszczalni na YouTube, choć lektor nigdy nie nagrał tych słów i nie wyraził zgody na ich użycie.
Łukomski odkrył sprawę przypadkiem, słysząc w internecie reklamę, w której głos brzmiący niemal identycznie jak jego własny wypowiadał zdania, których nigdy nie nagrał. Materiały były częścią płatnej kampanii marketingowej JFC Polska emitowanej na YouTube. Analiza nagrań potwierdziła, że dźwięk powstał przy użyciu sztucznej inteligencji, która odtworzyła charakterystyczną barwę głosu lektora.
Głos jako dobro osobiste
Pełnomocnicy Łukomskiego opierają pozew między innymi na artykule 23 kodeksu cywilnego, chroniącym dobra osobiste, w tym prawo do wizerunku. W polskim orzecznictwie przyjęto już wcześniej, że ochronie w ramach prawa do wizerunku podlega także głos ludzki, jeśli jest rozpoznawalny dla osób trzecich - taką linię przyjął Sąd Najwyższy w wyroku z 3 października 2007 roku. Prawnicy porównują sytuację lektora do kradzieży tożsamości głosowej.
Drugim filarem sprawy jest RODO. Zdaniem Pawła Bukrewicza, prezesa Stowarzyszenia Lektorów RP, głos stanowi dane biometryczne umożliwiające identyfikację konkretnej osoby, a jego sklonowanie przez AI oznacza przetwarzanie danych osobowych bez wymaganej podstawy prawnej, informacji o administratorze i wskazania celu przetwarzania. Pozew powołuje się też na przepisy o prawie autorskim, które przewidują roszczenia o zaniechanie naruszenia, usunięcie jego skutków i wydanie uzyskanych korzyści.
To są jaja... Takie postawy muszą zostać napiętnowane - Jacek Brzostyński, lektor
Ugoda, która nie doszła do skutku
Zanim sprawa trafiła do sądu, strony przez miesiące próbowały dogadać się polubownie. Propozycje ugody i mediacji pojawiały się po obu stronach sporu, jednak żadna z nich nie doprowadziła do porozumienia. Ostatecznie pełnomocnicy Łukomskiego zdecydowali się skierować sprawę na drogę sądową, żądając zarówno publicznych przeprosin, jak i rekompensaty finansowej, choć w pozwie nie wskazano konkretnej kwoty odszkodowania.
Odpowiedź JFC
Spółka JFC Polska w oświadczeniu z kwietnia 2026 roku podkreśla, że wstrzymała publikację spornych materiałów reklamowych i wielokrotnie proponowała polubowne rozwiązanie sporu. Firma zaznacza, że materiały miały charakter informacyjno-reklamowy i że nigdy nie posługiwała się imieniem ani wizerunkiem Łukomskiego, a jedynie technologią syntezy mowy.
Wizerunek, cześć - uprościłbym to do 'marka osobista' - są chronione - mec. Tomasz Palak
Precedens dla rynku reklamy i dubbingu
Prawnicy zajmujący się sprawą podkreślają, że jej rozstrzygnięcie może stać się precedensem dla całego rynku produkcji audio i reklamy w Polsce. Do tej pory nie istniały jasne, wprost wyrażone regulacje określające, na jakich zasadach firmy mogą wykorzystywać technologię klonowania głosu w materiałach komercyjnych, a branża lektorska od miesięcy alarmuje, że syntetyczne głosy AI zagrażają jej dotychczasowemu modelowi biznesowemu.
Sprawa Łukomskiego wpisuje się w szerszy problem prawny, z jakim mierzą się sądy na całym świecie: jak chronić głos, wizerunek i tożsamość twórców w erze generatywnej sztucznej inteligencji, skoro obowiązujące przepisy powstawały na długo przed pojawieniem się takich narzędzi. W Polsce brakuje wciąż odrębnej ustawy regulującej wprost kwestię klonowania głosu, co zmusza sądy do sięgania po ogólne przepisy o dobrach osobistych, prawie autorskim i ochronie danych osobowych.
Dla polskich firm reklamowych i producentów treści wyrok w tej sprawie będzie sygnałem, jak daleko mogą się posunąć, korzystając z generatorów mowy AI bez zgody osoby, której głos posłużył za wzorzec. Dla lektorów i aktorów głosowych to z kolei pierwszy realny test, czy krajowe prawo cywilne wystarczy do obrony ich zawodowego kapitału, jakim jest rozpoznawalna barwa głosu.
Sprawa wciąż toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a data wyroku nie została jeszcze wyznaczona. Środowisko lektorskie zapowiada, że będzie uważnie śledzić rozstrzygnięcie, licząc na jasne wskazówki co do granic wykorzystania AI w reklamie.


