sobota, 29 sierpnia 2026

Nowości

Ministerstwo zapłaciło 200 tysięcy złotych za raport pełen błędów AI

Polska scenaPatryk Raba
Ministerstwo zapłaciło 200 tysięcy złotych za raport pełen błędów AI
Fot. RDNE Stock project, Pexels (Pexels License)

Raport "Polaków Portret Własny", fundament rządowej strategii promocji marki Polska, okazał się pełen pustych przypisów, zmyślonych danych i śladów pracy z ChatGPT. Pełnomocniczka rządu przyznaje, że AI użyto do transkrypcji i redakcji tekstu, ale nie do tworzenia treści.

Spis treści
  1. Co znaleziono w raporcie
  2. Reakcja rządu
  3. Wierzchołek góry lodowej
  4. Dlaczego to ważne

Ministerstwo Sportu i Turystyki zapłaciło 200 tysięcy złotych za raport, który miał stać się fundamentem nowej strategii promocji Polski za granicą. Dokument "Polaków Portret Własny" trafił do sieci w sierpniu 2026 roku i błyskawicznie zamienił się w obiekt kpin, gdy internauci znaleźli w nim puste przypisy, sprzeczne dane liczbowe i fragmenty, które wyglądają jak nieprzetworzony output z ChatGPT.

Co znaleziono w raporcie

Dokument miał opisywać, jak Polacy postrzegają samych siebie i swój kraj, na podstawie badań fokusowych i warsztatów w kilku miastach. Problem w tym, że sam raport nie potrafi konsekwentnie podać, ile miast objęto badaniem - w różnych miejscach tekstu pojawia się siedem, pięć i trzy miasta. Autorzy piszą też o pięciu polskich noblistach, podczas gdy Polska ma ich siedmiu.

Najwięcej rozgłosu zyskały fragmenty, w których polski tekst miesza się z angielskimi wtrętami zapisanymi wielkimi literami, charakterystycznymi dla nieedytowanych odpowiedzi modeli językowych. W dokumencie pojawiają się sformułowania w rodzaju "SYNDROM IMPOSTORA na POZIOMIE NARODOWYM - Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ" czy nagłówek "AXIOMA 1 - AUTENTYCZNOŚĆ PONAD PERFEKCJĄ". Krytycy zwrócili też uwagę na niezweryfikowane twierdzenie, że 95 procent młodych Polaków biegle mówi po angielsku, oraz na frazy o rzekomo "głębokich korzeniach w historii cierpienia", które nie mają w tekście żadnego źródła.

Reakcja rządu

Autorką raportu i pełnomocniczką rządu do spraw promocji marki Polski jest Barbara Mróz-Gorgoń, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, zatrudniona przez premiera Donalda Tuska w randze sekretarza stanu zaledwie kilka tygodni przed wybuchem afery. W wywiadzie dla wnp.pl odcięła się od zarzutu, że treść dokumentu wygenerowała sztuczna inteligencja.

Narzędzia AI wykorzystaliśmy wyłącznie do transkrypcji, podsumowania i redakcji tekstu - Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski

Mróz-Gorgoń podkreśla, że badania terenowe objęły setki uczestników z sektora turystyki, kultury i nauki w pięciu polskich miastach, a wnioski merytoryczne powstały bez udziału AI. Zapowiedziała też, że od stycznia 2027 roku Polska ma być promowana za granicą według jednej spójnej strategii, opartej na trzech filarach: polskim talencie, polskiej rzetelności i polskiej jakości. Prezentację całej strategii rząd ma przedstawić do grudnia 2026 roku, koordynując prace sześciu ministerstw, instytucji kultury, agencji inwestycyjnych i organizacji pozarządowych.

Wierzchołek góry lodowej

Jak zauważa wnp.pl, afera wokół jednego raportu może być jedynie widoczną częścią większego problemu. Polska dyplomacja gospodarcza od lat kuleje, a promocja biznesowa kraju jest rozproszona między liczne instytucje bez jednego centrum decyzyjnego. Krytycy pytają, po co powoływać kolejne struktury w rodzaju "dashboardu KPI" czy "repozytorium treści", skoro - jak ironizują - "mamy przecież ChatGPT".

Ujawnione przy okazji plany fundacji Marka Polska Think Tank budzą dodatkowe wątpliwości. Wśród pomysłów na wydanie 520-670 milionów złotych w latach 2026-2028 znalazły się między innymi polska kolekcja NFT, cykliczne wydarzenia w metaverse oraz system AI o nazwie "Polska Persona", wyceniony na 65-90 milionów złotych. Do tego doszło biuro fundacji za 70 milionów złotych.

Biuro za 70 mln? Sami eksperci 30 k tam będą pracować? - Wojtek Kardyś, komentując plany fundacji Marka Polska Think Tank

Dlaczego to ważne

Sprawa pokazuje, jak łatwo publiczne instytucje w Polsce mogą wpaść w pułapkę pozornej efektywności, jaką dają narzędzia AI, gdy brakuje procedur weryfikacji jakości gotowego dokumentu. Ministerstwo zapłaciło pełną stawkę za pracę, której nikt najwyraźniej nie przeczytał przed publikacją - w przeciwnym razie sprzeczne liczby miast badawczych czy niewydawany od sześciu lat ranking Banku Światowego powinny zostać wyłapane na etapie odbioru zamówienia.

Dla polskiego sektora publicznego to ostrzeżenie przed kolejnymi przetargami na dokumenty strategiczne, w których AI ma pomagać, ale nie zastępować pracy analitycznej. Ministerstwa i agencje rządowe coraz częściej korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji przy tworzeniu treści, jednak afera "Marki Polski" pokazuje, że bez jasnych zasad kontroli jakości koszt takich błędów spada ostatecznie na podatnika.

Rzecznicy krytycznych głosów podkreślają, że sam pomysł promowania Polski jedną spójną narracją jest słuszny, a problemem nie jest samo użycie AI, lecz brak nadzoru nad efektem końcowym. Kolejne miesiące pokażą, czy zapowiadana na grudzień 2026 roku pełna strategia marki Polska odzyska wiarygodność utraconą po publikacji feralnego raportu.

Udostępnij: