Nowości
Wydawca publikował teksty AI pod nazwiskiem zwolnionego dziennikarza

Spis treści
Ben Touati stracił pracę w Clickout Media w marcu 2026 roku. Dwa miesiące później odkrył, że pod jego nazwiskiem wciąż pojawiają się nowe artykuły, których nigdy nie napisał. Jak ustalili brytyjscy Press Gazette i amerykański Futurism, teksty wyszły spod klawiatury systemu AI, a firma przez tygodnie nie widziała w tym problemu, dopóki Touati nie złożył formalnej skargi na podstawie RODO.
Pięć artykułów, których nie napisał
Touati, 48-letni freelancer ze Sztokholmu, zaczął pracować dla firmy w styczniu 2024 roku, gdy nosiła jeszcze nazwę Finixio. Pisał o sztucznej inteligencji, kryptowalutach i technologii dla Techopedii. Gdy serwis został ukarany przez Google za nadmierną optymalizację pod wyszukiwarkę, przeniesiono go do Esports Insider, a później do magazynu The Escapist. W marcu 2026 roku zarząd poinformował go o zwolnieniu, tłumacząc decyzję deindeksacją Esports Insider w Google.
Kilka tygodni później, między 26 a 29 maja, pod jego nazwiskiem opublikowano pięć nowych tekstów. Touati nigdy ich nie napisał. Artykuły trafiały na stronę przed godziną siódmą rano i miały cechy charakterystyczne dla automatycznej publikacji, w tym nietypowe tagi w kodzie strony, jakie zwykle towarzyszą treściom generowanym maszynowo.
Te pięć artykułów było po prostu leniwe, oczywiście to AI-slop, oczywiście nie stoi za tym żadna prawdziwa osoba - Ben Touati, były freelancer Clickout Media
Firma znana z parasite SEO
Clickout Media, zarejestrowana w Wielkiej Brytanii i zarządzana przez menedżerów z Malty, specjalizuje się w wykupywaniu istniejących serwisów technologicznych i branżowych, a następnie zastępowaniu ludzkich redaktorów treściami generowanymi przez AI, które promują linki afiliacyjne do kasyn online. Google wielokrotnie karało prowadzone przez firmę strony za tę praktykę, znaną jako parasite SEO. Techopedia była deindeksowana za nią pod koniec 2024 roku, odzyskała widoczność, po czym w grudniu została ukarana ponownie, a Clickout ostatecznie zrezygnował z inwestowania w markę.
Według Touatiego menedżerowie od dawna naciskali na pracowników, by w pisaniu tekstów wykorzystywali AI. Sam wolał pisać samodzielnie, ograniczając narzędzia sztucznej inteligencji do wyszukiwania informacji, nie do generowania gotowych zdań. Po jego zwolnieniu firma najwyraźniej uznała, że jego nazwisko wciąż jest przydatnym szyldem, pod którym można publikować treści maszynowe.
RODO jako narzędzie
Touati zdecydował się nie na proces medialny, a na skargę prawną. 2 czerwca 2026 roku złożył formalne zgłoszenie na podstawie RODO, argumentując, że firma bez jego zgody wykorzystuje jego dane osobowe, czyli imię, nazwisko i wizerunek zawodowy, do podpisywania treści, których nie tworzył. Presja zadziałała szybciej niż w typowym sporze medialnym: Clickout Media usunęła jego nazwisko z artykułów, choć same teksty pozostały online, przypisane już innemu autorowi.
Rzecznik firmy przekazał brytyjskim mediom oświadczenie, w którym nie zaprzeczył używaniu AI, a jedynie zapewnił o nadzorze redakcyjnym.
Używamy treści wspieranej AI tam, gdzie jest to właściwe, w połączeniu z kontrolą człowieka i redakcją. Nadal rozwijamy nasze agenty AI, aby były dokładniejsze, i poprawiamy nasze procesy redakcyjne - rzecznik Clickout Media
Nie pierwszy taki przypadek
To nie pierwsza afera wokół praktyk Clickout Media. Wcześniej serwis Videogamer, również należący do firmy, opublikował recenzję podpisaną przez fikcyjnego dziennikarza z profilowym zdjęciem wygenerowanym przez AI. Wpis trafił nawet do bazy Metacritic, skąd został później usunięty po ujawnieniu sprawy. Historia Touatiego pokazuje, że problem nie ograniczał się do wymyślonych tożsamości, ale sięgnął po nazwiska realnych, byłych pracowników.
Dla polskich freelancerów i redakcji sprawa jest istotnym sygnałem. Coraz więcej wydawców, także w Polsce, testuje modele hybrydowe łączące pracę ludzi z generowaniem treści przez AI. Przypadek Touatiego pokazuje, że samo imię i nazwisko dziennikarza staje się aktywem, którym wydawca może dysponować bez jego wiedzy, jeśli w umowie czy regulaminie nie ma jasnych zapisów chroniących wizerunek zawodowy. RODO, obowiązujące również w Polsce, daje w takiej sytuacji realne narzędzie nacisku, silniejsze niż sama krytyka publiczna.
Sprawa Clickout Media trafia też w szerszy kontekst automatyzacji w mediach cyfrowych, gdzie granica między wsparciem redakcyjnym AI a podstawianiem maszyny pod ludzką sygnaturę bywa celowo zacierana. W Polsce Urząd Ochrony Danych Osobowych dotąd nie zajmował się podobną sprawą, ale prawnicy zajmujący się prawem mediów już wskazują RODO jako możliwą ścieżkę dla dziennikarzy w analogicznej sytuacji.
Źródła: Journalist fired by Clickout Media saw robot reporter take over their byline (pressgazette.co.uk), Journalist Alarmed When He's Fired, But Company Keeps Posting AI Slop Under His Name (futurism.com), Zwolniony dziennikarz przeżywa szok, gdy firma publikuje pod jego nazwiskiem teksty wygenerowane przez AI (gry-online.pl)


