Nowości
Biegły w sprawie lektora Łukomskiego: głos z reklamy AI był łudząco podobny

Sąd Okręgowy w Warszawie wysłuchał opinii biegłego z zakresu fonoskopii w precedensowej sprawie lektora Jarosława Łukomskiego, którego głos miał zostać sklonowany przez AI do reklamy bez zgody. Kolejna rozprawa wyznaczona na 21 sierpnia.
Sąd Okręgowy w Warszawie wysłuchał opinii biegłego z zakresu fonoskopii w sprawie, która może wyznaczyć w Polsce precedens dotyczący ochrony głosu przed klonowaniem przez sztuczną inteligencję. Fonoskopista Tomasz Łach stwierdził, że głos użyty w internetowej reklamie był łudząco podobny do głosu zawodowego lektora Jarosława Łukomskiego, choć zastrzegł, że nie jest to jego naturalny głos.
Sprawa dotyczy internetowej kampanii reklamowej przydomowych oczyszczalni ścieków, w której zdaniem Łukomskiego wykorzystano głos wygenerowany przez sztuczną inteligencję, brzmiący niemal identycznie jak jego własny. Lektor twierdzi, że nigdy nie nagrał tego materiału, nie wyraził zgody na udział w kampanii i nie otrzymał żadnego wynagrodzenia za komercyjne wykorzystanie swojego rozpoznawalnego głosu.
Po pierwsze ten głos mówił coś, czego nigdy nie czytałem - Jarosław Łukomski, lektor, powód w procesie
Co powiedział biegły
Kluczowym elementem rozprawy była opinia biegłego sądowego z zakresu fonoskopii Tomasza Łacha. Zapytany wprost, czy głos z reklamy należy do Łukomskiego, odpowiedział, że jest on łudząco podobny do głosu lektora, ale jednocześnie zaznaczył, że nie chodzi o jego naturalny głos, a dane sygnałowe nagrań różnią się wyraźnie między sobą.
Sąd uznał jednak, że opinia wymaga uzupełnienia. Kluczowe pytanie, na które biegły ma odpowiedzieć w kolejnej ekspertyzie, dotyczy nie tylko technicznego podobieństwa fal dźwiękowych, ale percepcji odbiorców - czy przeciętny widz reklamy mógł rozpoznać w niej głos konkretnej, znanej osoby.
Sądowi zależy na tym, żeby udało się zaopiniować to, czy przez przeciętnego odbiorcę ten głos jest odbierany jako głos powoda - sędzia Sylwia Wit vel Wilk, Sąd Okręgowy w Warszawie
Luka w przepisach
Prawnicy podkreślają, że polskie prawo nie zawiera dziś przepisu wprost odnoszącego się do ochrony głosu przed cyfrową imitacją, bo dotąd taka regulacja po prostu nie była potrzebna. Dr Damian Flisak z kancelarii Lubasz i Wspólnicy zwraca uwagę, że także prawodawstwo europejskie nie przewiduje wprost takiej ochrony.
W praktyce pełnomocnicy Łukomskiego muszą sięgać po przepisy nieprzeznaczone pierwotnie do spraw związanych z AI: artykuł 81 ustawy o prawie autorskim dotyczący ochrony wizerunku, artykuł 23 Kodeksu cywilnego chroniący dobra osobiste, przepisy RODO o przetwarzaniu danych osobowych oraz przepisy o nieuczciwych praktykach rynkowych, które mogą obejmować deepfake'i w reklamie.
Precedens z Niemiec
Polska sprawa nie jest odosobniona w Europie. W sierpniu 2025 roku Sąd Regionalny w Berlinie orzekł, że wykorzystanie głosu wygenerowanego przez AI na wzór głosu aktora dubbingowego narusza jego prawa osobiste, i przyznał mu 2 tysiące euro odszkodowania za jeden film. Sąd uznał wówczas, że decydujące znaczenie ma to, czy głos jest publicznie rozpoznawalny jako przypisywany konkretnej osobie - dokładnie to samo kryterium, które teraz bada warszawski sąd.
Co dalej
Dla polskiego środowiska lektorów, aktorów dubbingowych i twórców głosowych sprawa Łukomskiego ma znaczenie wykraczające poza jeden spór sądowy. Środowiska twórcze od miesięcy domagają się jasnych przepisów regulujących zgodę na wykorzystanie głosu przez systemy AI, powołując się właśnie na ten proces jako przykład luki prawnej, którą trzeba pilnie wypełnić.
Firma pozwana w sprawie miała twierdzić, że nie wiedziała, iż wykorzystany głos należy do rozpoznawalnego lektora, i zapewniała, że nie miała zamiaru naruszać niczyich praw, a reklamy usunęła natychmiast po otrzymaniu wezwania do zaprzestania ich publikacji. Ostateczne rozstrzygnięcie, w tym uzupełniona opinia biegłego, ma zapaść po rozprawie wyznaczonej na 21 sierpnia.


