Nowości

Rosja wdraża nad Zaporożem autonomiczne drony Mołnia sterowane sztuczną inteligencją

BezpieczeństwoPatryk Raba
Fot. Mil.ru (Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej), Wikimedia Commons (CC BY 4.0)

Rosyjska armia zaczęła masowo używać w obwodzie zaporoskim drona Mołnia bez łącza radiowego do operatora, nawigującego i wybierającego cele wyłącznie dzięki kamerze i komputerowi pokładowemu. Ukraińcy zestrzelili pierwszy taki egzemplarz, ale ostrzegają, że dotychczasowe wykrywacze dronów przestają działać.

Spis treści
  1. Dron bez anteny
  2. Dlaczego wykrywacze przestają działać
  3. Pierwsze przechwycenie
  4. Wyścig obu stron
  5. Co to znaczy dla Polski

Nad frontem w obwodzie zaporoskim pojawił się dron, który nie potrzebuje już operatora ani sygnału radiowego. Rosyjska wersja Mołni, tania konstrukcja znana wcześniej głównie z użycia sklejki i taśmy, dostała kamerę i komputer pokładowy pozwalające jej samodzielnie nawigować i namierzać cel. Dla ukraińskich żołnierzy oznacza to, że dotychczasowe metody wykrywania dronów po sygnale sterowania przestają działać.

Dron bez anteny

O nowej wersji Mołni jako pierwszy poinformował Serhij Beskrestnov, znany pod pseudonimem Flash, doradca ukraińskiego ministra obrony do spraw walki elektronicznej. Wcześniej dokumentował już atak Mołni, który poleciał bez anteny sterowania, a na początku lipca potwierdził, że chodzi o pełnoprawną wersję z AI na pokładzie.

To autonomiczna wersja Mołni z AI, o której już pisałem - Serhij Beskrestnov, doradca ministra obrony Ukrainy do spraw walki elektronicznej

Konstrukcja różni się od klasycznych dronów FPV, którymi steruje operator patrzący na obraz z kamery przez łącze radiowe. W wersji autonomicznej to komputer pokładowy analizuje obraz, prowadzi dron nad wyznaczonym obszarem i sam decyduje, kiedy zaatakować rozpoznany cel. Brak transmisji radiowej oznacza też, że klasyczne systemy walki elektronicznej, które zagłuszają sygnał sterowania, nie mają czego przechwycić.

Dlaczego wykrywacze przestają działać

Ukraińskie jednostki na linii frontu od miesięcy polegają na detektorach wychwytujących emisję radiową dronów zwiadowczych i uderzeniowych. Autonomiczny Mołnia takiej emisji nie generuje, więc żołnierz z wykrywaczem w ręku nie dostaje ostrzeżenia, dopóki maszyna nie znajdzie się niemal nad jego pozycją.

Wykrywacz dronów już cię nie uratuje, zachowaj czujność - Serhij Beskrestnov, doradca ministra obrony Ukrainy

Do tego dochodzi niski przekrój radarowy i zredukowany ślad podczerwieni maszyny, co dodatkowo opóźnia wykrycie przez systemy termowizyjne. W praktyce oznacza to, że obrona przeciwdronowa musi przestawić się z nasłuchu sygnału radiowego na wzrokowe i akustyczne wykrywanie niemal bezgłośnie lecącej maszyny.

Pierwsze przechwycenie

Ivan Fedorow, szef administracji wojskowej obwodu zaporoskiego, poinformował o pierwszym potwierdzonym zestrzeleniu autonomicznego Mołni. Dokonał tego wspólny zespół policji, Gwardii Narodowej i załóg operujących krajowymi systemami przechwytującymi General Cherry AIR oraz Bullet. To pierwszy udokumentowany przypadek skutecznej obrony przed tą konkretną wersją drona.

Beskrestnov ostrzega jednocześnie, że w testach znajdują się już warianty z łączem światłowodowym, które eliminowałyby ostatnią lukę pozostawioną przez brak transmisji radiowej. Rosyjska strona traktuje więc autonomię jako etap przejściowy, a nie ostateczny cel rozwoju tej rodziny dronów.

Wyścig obu stron

Autonomiczne wybieranie celów nie jest wyłącznie rosyjskim eksperymentem. Ukraiński startup rozwija dron z systemem AI, który samodzielnie klasyfikuje i lokalizuje cele, w tym rozpoznaje rosyjskie mundury. Różnica jest jednak istotna: strona ukraińska deklaruje, że każdy atak wciąż wymaga zgody operatora, a maszyna po rozpoznaniu celu czeka na decyzję człowieka. Rosyjska wersja Mołni idzie o krok dalej, łącząc nawigację, rozpoznanie i decyzję o ataku w jednym niesterowanym z zewnątrz systemie.

Oba wojska testują więc równolegle technologię, która zaciera granicę między bronią zdalnie sterowaną a systemem podejmującym decyzję o użyciu siły bez udziału człowieka w danym momencie. Eksperci od prawa konfliktów zbrojnych od miesięcy zwracają uwagę, że taka autonomia rodzi pytanie o odpowiedzialność za błędne rozpoznanie celu, gdy w łańcuchu decyzyjnym nie ma już operatora, którego można by pociągnąć do odpowiedzialności za konkretne uderzenie.

Co to znaczy dla Polski

Dla Polski i innych państw wschodniej flanki NATO rozwój autonomicznych dronów bojowych to sygnał, że systemy obrony przeciwdronowej oparte głównie na wykrywaniu sygnału radiowego szybko stają się niewystarczające. Polskie wojsko od miesięcy rozwija własne projekty wykrywania dronów i amunicji krążącej, w tym testowany w Kielcach system Pustułka, ale przypadek Mołni pokazuje, że przeciwnik może w krótkim czasie wyeliminować jedną z podstawowych metod wczesnego ostrzegania.

Sprawa trafia też do szerszej dyskusji o autonomicznej broni, którą od miesięcy prowadzi ONZ bez wypracowania wiążącego traktatu. Przypadek autonomicznego Mołni pokazuje, że technologia wyprzedza tempo negocjacji międzynarodowych, a decyzje o granicach autonomii w uzbrojeniu zapadają w praktyce na polu walki, nie przy stole negocjacyjnym.

Udostępnij: