niedziela, 26 lipca 2026

Nowości

Firmy po zwolnieniach przez AI po cichu zatrudniają pracowników z powrotem

RynekPatryk Raba13
Firmy po zwolnieniach przez AI po cichu zatrudniają pracowników z powrotem
Fot. Kindel Media, Pexels (Pexels License)

Nowe badanie Robert Half pokazuje, że co trzeci amerykański menedżer HR zwolnił pracowników z powodu wdrożenia AI, a potem musiał zatrudnić kogoś na to samo stanowisko. Ford, Commonwealth Bank of Australia i IBM to najgłośniejsze przykłady tego odwrotu.

Spis treści
  1. Skala zjawiska
  2. Ford i jego siwe brody
  3. Bank, który się wycofał
  4. Dlaczego automatyzacja zawodzi
  5. Co dalej z rynkiem pracy

Firmy, które w ostatnich dwóch latach ogłaszały redukcje etatów jako efekt wdrożenia sztucznej inteligencji, coraz częściej po cichu odwracają te decyzje. Nowe badanie agencji rekrutacyjnej Robert Half pokazuje, że problem nie jest marginalny: dotyczy niemal jednej trzeciej amerykańskich menedżerów, którzy przyznają, że automatyzacja nie udźwignęła obowiązków, jakie jej powierzono.

Skala zjawiska

Robert Half przeprowadził ankietę wśród blisko 2000 amerykańskich menedżerów odpowiedzialnych za rekrutację. Wynik jest jednoznaczny: 32 procent z nich przyznało, że zlikwidowało stanowisko głównie z powodu wdrożenia sztucznej inteligencji, po czym musiało zatrudnić kogoś na to samo lub bardzo podobne miejsce. Rozkład branżowy pokazuje, gdzie automatyzacja zawiodła najbardziej dotkliwie - w finansach cofnęło się aż 44 procent decyzji, w działach kadr 35 procent, a w technologii 32 procent.

Podobny obraz wyłania się z danych firmy analitycznej Orgvue, według której 39 procent liderów biznesu przyznało, że zwolniło pracowników bezpośrednio z powodu AI, a 55 procent z nich później określiło tę decyzję jako błąd. To oznacza, że w wielu organizacjach ponad połowa cięć uzasadnianych sztuczną inteligencją okazała się decyzją podjętą zbyt pochopnie, bez pełnego rozeznania, co model faktycznie potrafi zrobić samodzielnie.

Ford i jego siwe brody

Najbardziej wyrazistym przykładem jest Ford, który w ciągu trzech lat przywrócił lub awansował 350 doświadczonych inżynierów, wewnętrznie nazywanych "siwymi brodami", by naprawić problemy jakościowe, jakich nie udźwignęły zautomatyzowane procesy. Firma przyznaje, że narzędzia AI generowały specyfikacje i analizy, które wyglądały poprawnie, ale brakowało im wiedzy praktycznej zdobywanej latami pracy przy linii produkcyjnej.

Sztuczna inteligencja jest fantastyczna, ale tak dobra, jak dane, na których ją wytrenowano - Charles Poon, wiceprezes ds. inżynierii sprzętowej pojazdów, Ford

Decyzja o przywróceniu doświadczonych inżynierów przełożyła się na wymierny efekt: Ford osiągnął w czerwcu 2026 roku najlepszy wynik w rankingu jakości początkowej JD Power od 16 lat. Prezes Jim Farley wskazywał, że powrót do ludzkiego nadzoru nad kluczowymi etapami produkcji przyniósł setki milionów dolarów oszczędności na gwarancjach, a firma celuje w miliard dolarów oszczędności rocznie.

Bank, który się wycofał

Commonwealth Bank of Australia poszedł jeszcze dalej i publicznie przyznał się do błędu. W lipcu 2025 roku bank zwolnił 45 pracowników obsługi klienta, tłumacząc to wdrożeniem bota głosowego opartego na AI, który miał przejąć znaczną część rozmów telefonicznych. Związek zawodowy sektora finansowego zakwestionował podawane przez bank liczby dotyczące spadku wolumenu połączeń, twierdząc, że nie odzwierciedlają rzeczywistości.

21 sierpnia 2025 roku, zaledwie miesiąc po ogłoszeniu cięć, Commonwealth Bank wycofał zwolnienia. W oficjalnym oświadczeniu bank przyznał, że przy podejmowaniu decyzji nie uwzględniono w pełni wszystkich okoliczności biznesowych. To rzadki przypadek, w którym duża instytucja finansowa otwarcie przyznała, że decyzja o redukcji etatów z powodu AI została podjęta zbyt szybko.

Dlaczego automatyzacja zawodzi

Przykład IBM pokazuje mechanizm, który powtarza się w wielu firmach. Wewnętrzny asystent AskHR oparty na AI samodzielnie rozwiązuje 94 procent zapytań kadrowych pracowników IBM, co samo w sobie jest wynikiem imponującym. Problem pojawia się przy pozostałych 6 procentach przypadków, które wymagają oceny etycznej, znajomości kontekstu organizacyjnego lub decyzji niestandardowych - a tych zadań system nie jest w stanie przejąć bez udziału człowieka. IBM zapowiedział, że w 2026 roku potroi rekrutację na stanowiska podstawowe w USA we wszystkich pionach biznesowych.

Analitycy Robert Half tłumaczą ten wzorzec prosto: po sześciu do dwunastu miesiącach okazuje się, że AI sprawnie realizuje około 60 procent obowiązków na danym stanowisku, ale nie radzi sobie z pozostałymi 40 procentami, które wymagają doświadczenia, oceny sytuacyjnej lub wiedzy zbieranej latami. W efekcie firmy wracają do modelu współpracy człowieka z algorytmem zamiast pełnego zastąpienia.

Co dalej z rynkiem pracy

Firma badawcza Gartner prognozuje, że do 2027 roku połowa organizacji, które uzasadniały zwolnienia wdrożeniem sztucznej inteligencji, odtworzy podobne stanowiska - często pod inną nazwą, by uniknąć wrażenia całkowitego odwrotu od wcześniejszej strategii. To istotna korekta wobec narracji sprzed dwóch lat, gdy wiele firm ogłaszało redukcje etatów jako dowód gotowości technologicznej i oszczędności.

Dla polskich pracodawców, którzy śledzą amerykańskie i australijskie doświadczenia, płynie z tego konkretna wskazówka: decyzje kadrowe oparte wyłącznie na deklarowanych możliwościach modeli AI, bez pilotażu i pomiaru rzeczywistej jakości pracy, obarczone są wysokim ryzykiem kosztownego zwrotu w ciągu kilku kwartałów. Case'y Forda i Commonwealth Bank pokazują, że koszt naprawy błędów bywa wyższy niż wcześniejsze oszczędności na etatach.

Udostępnij: