Nowości
PSE: centra danych mogą pochłaniać jedną dziesiątą prądu w Polsce do 2040 roku

Polskie Sieci Elektroenergetyczne policzyły, ile prądu pochłoną centra danych rozbudowywane pod potrzeby sztucznej inteligencji. Wnioski z opublikowanego w lutym 2026 roku planu rozwoju sieci są jednoznaczne: do 2040 roku centra danych mogą odpowiadać za prawie 30 terawatogodzin rocznego zużycia energii w Polsce, co oznacza skokowy wzrost presji na krajową sieć przesyłową.
Skąd te liczby
Szacunki pochodzą z planu rozwoju sieci przesyłowej PSE na lata 2027-2036, opublikowanego w lutym 2026 roku. Operator uwzględnił w nim scenariusz, w którym centra danych stają się jednym z głównych nowych odbiorców energii w kraju, obok elektromobilności i reelektryfikacji przemysłu. Wcześniej temat sygnalizował też Instytut Łączności, ostrzegając, że deficyty energetyczne mogą hamować rozwój AI w Polsce, ale dopiero dane PSE pokazują skalę w konkretnych terawatogodzinach.
Kluczowe zastrzeżenie, które podkreślają analitycy rynku, dotyczy różnicy między zapowiedziami a realnymi inwestycjami. Złożenie wniosku o przyłączenie do sieci nie oznacza, że centrum danych faktycznie powstanie. Branża energetyczna coraz częściej domaga się większej przejrzystości co do statusu projektów, ich źródeł finansowania i planowanego zasilania, bo część zgłoszonych mocy może nigdy nie zostać zrealizowana.
Warszawa jako pierwszy test
Najbardziej namacalne skutki widać już dziś w Warszawie, gdzie operator sieci dystrybucyjnej Stoen odnotował na koniec 2025 roku 157 MW mocy przyłączeniowej przypisanej centrom danych, a kolejne umowy przyłączeniowe opiewają łącznie na ponad 0,5 GW. To skoncentrowane geograficznie obciążenie pogłębia lokalne wąskie gardła sieciowe i według ekspertów może opóźniać przyłączanie mniejszych instalacji odnawialnych źródeł energii, jeśli rozbudowa infrastruktury nie nadąży za tempem deklaracji inwestorów centrów danych.
AI wygląda jak usługa cyfrowa, ale jej ograniczenia są bardzo fizyczne - Sebastian Kopiej, prezes agencji Commplace
Kopiej zwraca uwagę, że energia i dostęp do przyłącza stają się dziś przewagą konkurencyjną równie istotną jak sam model AI, który firma chce uruchomić. Innymi słowy, o tym, gdzie i jak szybko powstanie kolejne centrum danych, decyduje coraz częściej nie dostępność chipów, lecz dostępność mocy przyłączeniowej.
Czy to naprawdę wina AI
Warto dodać kontekst, który w debacie o energochłonności centrów danych bywa pomijany. Według analiz cytowanych przez branżę IT sama sztuczna inteligencja odpowiada obecnie za jedynie 10-15 procent zużycia energii w centrach danych, podczas gdy tradycyjna infrastruktura IT, czyli serwery, pamięci masowe i sieci obsługujące zwykłe usługi chmurowe, pochłania 85-90 procent. Do 2030 roku udział AI ma wzrosnąć do 19-30 procent, ale to wciąż mniejszość całkowitego zużycia.
Skupiając się wyłącznie na AI, łatwo przeoczyć, że to nie ona jest najbardziej energochłonnym elementem infrastruktury IT - Monica Batchelder, dyrektorka ds. zrównoważonego rozwoju w HPE
To rozróżnienie ma znaczenie praktyczne dla planowania sieci. Zapotrzebowanie generowane przez zwykłe usługi chmurowe rośnie dziś szybciej niż samo AI, ale to właśnie kolejne generacje modeli, zwłaszcza generowanie wideo i autonomiczni agenci wykonujący długie zadania obliczeniowe, są wskazywane przez PSE i IEA jako główny czynnik napędzający skokowy wzrost zapotrzebowania w najbliższej dekadzie.
Skąd popłynie prąd
Plan PSE na lata 2027-2036 zakłada, że do 2036 roku odnawialne źródła energii będą odpowiadać za ponad 66 procent miksu energetycznego, podczas gdy udział węgla ma spaść do około 18 procent. Sfinansowanie rozbudowy sieci przesyłowej potrzebnej do obsłużenia nowych odbiorców, w tym centrów danych, ma kosztować 66 miliardów złotych w tym okresie. To środki, które ostatecznie w jakiejś części trafią w rachunki za prąd wszystkich odbiorców podłączonych do krajowej sieci.
Dla polskich firm i samorządów oznacza to konkretną zmianę w planowaniu inwestycji. Deweloperzy centrów danych, firmy technologiczne szukające lokalizacji pod serwerownie oraz operatorzy sieci dystrybucyjnych będą musieli w najbliższych latach negocjować dostęp do mocy przyłączeniowej jako osobny, twardy warunek biznesowy, a nie formalność. Samorządy w regionach z nadwyżką mocy, na przykład tam gdzie kończą pracę elektrownie węglowe, mogą zyskać przewagę w przyciąganiu takich inwestycji.
Skala globalnego trendu pokazuje, że Polska nie jest wyjątkiem. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że światowe zużycie energii przez centra danych wzrośnie z około 415 terawatogodzin w 2024 roku do niemal 945 terawatogodzin w 2030 roku, czyli więcej niż się podwoi w ciągu sześciu lat. Podobne prognozy dla Polski, choć w mniejszej skali, każą traktować rozbudowę sieci przesyłowej jako jeden z priorytetów energetycznych najbliższej dekady, obok elektryfikacji transportu i przemysłu.


