poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Nowości

New York Times: firmy coraz częściej zatrudniają influencerów wygenerowanych przez AI

RynekPatryk Raba
New York Times: firmy coraz częściej zatrudniają influencerów wygenerowanych przez AI
Fot. Mizunokozuki, Pexels (Pexels License)
Spis treści
  1. Dlaczego awatar zamiast człowieka
  2. Ile zarabia sztuczna influencerka
  3. Rosnąca konkurencja dla ludzi
  4. Ryzyko manipulacji i braku przejrzystości

Coraz więcej firm rezygnuje ze współpracy z żywymi twórcami internetowymi na rzecz postaci generowanych przez sztuczną inteligencję. New York Times w tekście przedrukowanym po polsku przez Wyborcza.pl pod tytułem "Piękni, tani, posłuszni. Nadchodzi era influencerów AI" opisuje, dlaczego marki tak chętnie sięgają po wirtualne twarze - i jakie ryzyko się z tym wiąże.

Dlaczego awatar zamiast człowieka

Argumenty firm sięgających po sztucznych twórców są proste. Awatar AI nie choruje, nie spóźnia się na sesję zdjęciową, nie negocjuje stawek i nie ma złego dnia, który mógłby zaszkodzić wizerunkowi marki. Nie idzie też na konkurencyjną kampanię, bo cała jego "kariera" należy do zamawiającej firmy.

To właśnie ta pełna kontrola, a nie tylko niższe koszty, przyciąga działy marketingu. Postać można błyskawicznie ubrać w nową kolekcję, zmienić jej ton wypowiedzi albo wysłać w dowolne miejsce świata bez logistyki i budżetu podróżnego, jakiego wymagałby prawdziwy twórca.

Ile zarabia sztuczna influencerka

Najczęściej przywoływanym przykładem sukcesu komercyjnego pozostaje Aitana López, dwudziestopięcioletnia wirtualna mieszkanka Barcelony z różowymi włosami, wygenerowana przez agencję reklamową The Clueless. Ma ponad 121 tysięcy obserwujących na Instagramie i miesięcznie zarabia nawet 10 tysięcy euro, choć średnia oscyluje bliżej 3 tysięcy.

Za jeden post reklamowy z jej udziałem marki płacą ponad 1000 euro. Agencja stworzyła już drugą postać, nieco bardziej nieśmiałą Maię, i twierdzi, że kolejni klienci zgłaszają się po własne, spersonalizowane awatary.

Zrobiliśmy to, żeby zarabiać lepiej i nie być zależnym od innych ludzi, którzy mają ego - Rubén Cruz, założyciel agencji The Clueless, twórca Aitany López

Rosnąca konkurencja dla ludzi

Aitana nie jest odosobnionym przypadkiem. Wcześniej podobną drogą poszły postacie takie jak Lil Miquela, wirtualna dziewiętnastolatka z Los Angeles z około 3 milionami obserwujących, która współpracowała między innymi z Pradą i Calvin Kleinem. Do grona marek korzystających z wirtualnych twarzy dołączyła też Versace.

Skala zjawiska rośnie razem z całym rynkiem influencer marketingu, który według prognoz ma przekroczyć 70 miliardów dolarów do 2032 roku. Coraz większy udział w tej puli mają właśnie postacie, które nigdy nie istniały poza serwerami firm technologicznych.

Ryzyko manipulacji i braku przejrzystości

Tekst NYT zwraca uwagę, że posłuszeństwo awatara ma drugie dno. Sztuczny influencer nie ma własnych granic etycznych, więc może polecać produkty czy poglądy, których żaden prawdziwy twórca by nie firmował, a jednocześnie budować z odbiorcami relację równie silną jak człowiek z krwi i kości.

Krytycy wskazują też na promowanie nierealistycznych wzorców urody wśród młodszych odbiorców oraz na częste seksualizowanie wizerunków wirtualnych postaci. Wiele profili tego typu przez lata działało bez wyraźnego oznaczenia, że stoi za nimi algorytm, a nie żywa osoba.

W Unii Europejskiej sytuację częściowo zmieniają przepisy o oznaczaniu treści generowanych przez AI, które weszły w życie w sierpniu 2026 roku. Nie obejmują one jednak wszystkich form komercyjnej współpracy z wirtualnymi twórcami, a egzekwowanie tych zasad na platformach społecznościowych dopiero raczkuje.

Dla twórców internetowych oznacza to nową kategorię konkurencji, z którą trudno rywalizować na polu ceny i dyspozycyjności. Dla marek to kuszący skrót do pełnej kontroli nad przekazem, a dla regulatorów kolejny obszar, w którym przepisy nie nadążają za tempem wdrożeń technologii.

Udostępnij: