piątek, 28 sierpnia 2026

Nowości

OpenAI likwiduje rosyjską sieć kont ChatGPT za fałszywy think tank Burke Institute

BezpieczeństwoPatryk Raba
OpenAI likwiduje rosyjską sieć kont ChatGPT za fałszywy think tank Burke Institute
Fot. Adobe Stock
Spis treści
  1. Jak działał fałszywy instytut
  2. Wskaźnik suwerenności i cel kampanii
  3. Reakcja podszytych naukowców
  4. Kolejna odsłona rosyjskich operacji

OpenAI poinformowało o zablokowaniu klastra kont ChatGPT powiązanych z rosyjską operacją wpływu, która przez ponad rok budowała wiarygodność fikcyjnego think tanku International Burke Institute. Operatorzy łączyli się przez VPN, by ominąć niedostępność usługi w Rosji, i wydawali ChatGPT polecenia po rosyjsku, prosząc o generowanie angielskojęzycznych komentarzy i artykułów publikowanych potem na Substacku, Telegramie, X, Facebooku i LinkedInie.

Jak działał fałszywy instytut

International Burke Institute prezentował się jako niezależny ośrodek badawczy z siedzibą w Izraelu, publikujący analizy geopolityczne i gospodarcze. W rzeczywistości większość tekstów na jego stronie była kopiowana z innych źródeł internetowych i podpisywana nazwiskami osób, które nie miały z nimi nic wspólnego. Jeden z artykułów o korytarzu gospodarczym Chiny-Pakistan pochodził pierwotnie z Cambridge University Press, ale przypisano go wykładowcy z University of Nottingham, który go nie napisał.

Innym przykładem jest tekst o zarządzaniu migracją, w rzeczywistości autorstwa Kate Hooper z Migration Policy Institute, błędnie podpisany nazwiskiem Kate Howell, profesor nauk o żywności niezwiązanej z tematem. Na liście rzekomych ekspertów instytutu znalazły się też nazwiska znanych postaci życia akademickiego, w tym politologa Francisa Fukuyamy i lingwisty Noama Chomsky'ego, którzy nigdy nie współpracowali z IBI.

Wskaźnik suwerenności i cel kampanii

Centralnym elementem operacji był tak zwany Sovereignty Index, znany też jako Burke Index, czyli ranking krajów oceniający ich niezależność polityczną. Według OpenAI wskaźnik konsekwentnie stawiał Rosję w korzystnym świetle, jednocześnie krytykując państwa zachodnie. Treści promujące ranking i sam instytut trafiały na wiele platform społecznościowych jednocześnie, co miało budować wrażenie niezależnego, wielokrotnie cytowanego źródła.

Z operacją powiązano też niemieckojęzyczny kanał na Telegramie o nazwie Lahme Ente, publikujący treści atakujące Ukrainę i Unię Europejską. OpenAI ocenia, że mimo rozbudowanej infrastruktury zasięg kampanii pozostał ograniczony - większość postów w mediach społecznościowych zbierała niewielką liczbę wyświetleń, a oficjalne konta IBI miały niewielu subskrybentów.

Reakcja podszytych naukowców

Część osób, których nazwiska pojawiły się na stronie instytutu bez ich wiedzy, publicznie zareagowała na sprawę. Susan Ariel Aaronson, profesor George Washington University wymieniona na stronie IBI, opisała sytuację jako uderzającą w zaufanie do sztucznej inteligencji jako takiej.

Zaufanie jest naprawdę ważne w zarządzaniu AI, a tutaj mamy do czynienia z naprawdę dziwną sytuacją, która powoduje poważną nieufność - Susan Ariel Aaronson, profesor George Washington University

Kolejna odsłona rosyjskich operacji

To nie pierwszy przypadek, gdy OpenAI ujawnia rosyjską operację wpływu wykorzystującą ChatGPT. W czerwcu 2025 roku firma opisała inną kampanię, która tworzyła niemieckojęzyczne treści polityczne promujące partię Alternatywa dla Niemiec przed wyborami federalnymi w Niemczech. Firma podkreśla jednak, że operacja wokół Burke Institute jest dotąd najbardziej rozbudowaną i wcześniej nieopisaną strukturą tego typu, jaką udało się jej powstrzymać.

OpenAI regularnie publikuje raporty o wykrytych nadużyciach swoich modeli przez podmioty państwowe, w tym wcześniej ujawniało próby wykorzystania ChatGPT przez chińskie i irańskie grupy do tworzenia propagandy oraz analizy kodu złośliwego oprogramowania. Tego typu ujawnienia mają pokazywać, że firma aktywnie monitoruje nadużycia, ale jednocześnie potwierdzają skalę prób wykorzystania generatywnej AI do zautomatyzowanej dezinformacji.

Dla użytkowników i instytucji poza Rosją sprawa jest przypomnieniem, że treści publikowane pod szyldem pozornie niezależnych think tanków wymagają dodatkowej weryfikacji źródeł, zwłaszcza gdy powołują się na znane nazwiska. Coraz łatwiejszy dostęp do narzędzi generatywnych obniża koszt budowania takich fasadowych instytucji, a wykrycie fałszerstwa często zależy od przypadkowego zauważenia plagiatu przez kogoś, kogo tekst skopiowano.

Udostępnij: