Nowości
Inwestor z "Big Short" sprzedał akcje Google, ostrzega przed jednym wielkim zakładem na AI

Spis treści
Steve Eisman, inwestor, który zasłynął trafną prognozą krachu na rynku nieruchomości w 2008 roku i był pierwowzorem jednej z postaci w filmie "Big Short", powiedział w rozmowie z CNBC, że sprzedał swój wieloletni pakiet akcji Alphabetu. Powód: chciał zmniejszyć ekspozycję na sztuczną inteligencję, bo jego zdaniem niemal cały rynek finansowy stał się dziś jednym zakładem na ten sam temat.
Jeden wielki zakład
Kluczowe zdanie, które Eisman powtórzył w rozmowie z CNBC, brzmi: rynek to dziś "jeden trade". Inwestor tłumaczył, że nawet osoby przekonane o dywersyfikacji swojego portfela emerytalnego 401(k), rozłożonego klasycznie w proporcji 60 procent akcji do 40 procent obligacji, w rzeczywistości trzymają jeden skoncentrowany zakład na powodzenie sztucznej inteligencji.
To jest wszystko jeden zakład. To dosłownie jedno - Steve Eisman, inwestor
Eisman wyjaśnił, że nawet zakup akcji banków inwestycyjnych, takich jak Goldman Sachs, nie oznacza realnej dywersyfikacji, ponieważ banki te w dużej mierze finansują dziś właśnie ekspansję AI. Jego zdaniem większość nowych emisji obligacji korporacyjnych również wiąże się pośrednio lub bezpośrednio z wydatkami na infrastrukturę sztucznej inteligencji.
Powód sprzedaży akcji Google
Eisman podkreślił, że decyzja o sprzedaży Alphabetu nie wynikała z negatywnej oceny fundamentów spółki. Google w drugim kwartale pokazał 24-procentowy wzrost przychodów ogółem, a przychody z segmentu chmurowego wzrosły o 82 procent, do 24,8 miliarda dolarów.
Sprzedałem Google kilka miesięcy temu... Chciałem zmniejszyć swoją ekspozycję na AI - Steve Eisman, inwestor
Mimo dobrych wyników operacyjnych spółka podniosła prognozę wydatków inwestycyjnych na 2026 rok do 205 miliardów dolarów, a jej wolne przepływy pieniężne spadły do minus 5,9 miliarda dolarów. To pierwszy ujemny wynik tego wskaźnika od 2004 roku. Według Eismana to właśnie ta liczba, w połączeniu ze skalą wydatków innych hiperskalerów, wywołała w ostatnim tygodniu nerwowość na giełdzie.
Ryzyko dla hiperskalerów
Inwestor ostrzegł, że rynki "pójdą prosto w dół", jeśli którykolwiek z wielkich dostawców chmury i AI, czyli Google, Microsoft, Amazon czy Meta, ograniczy swoje wydatki inwestycyjne na infrastrukturę AI. Wskazał też na inne potencjalne wąskie gardło: rosnące koszty modeli językowych oferowanych przez firmy takie jak Anthropic i OpenAI.
Anthropic i OpenAI mają dziś modele znacznie droższe niż konkurencja. I myślę, że to potencjalne wąskie gardło - Steve Eisman, inwestor
Zapytany, co stałoby się z rynkiem, gdyby sztuczna inteligencja nie spełniła pokładanych w niej nadziei biznesowych, Eisman odpowiedział wprost, że spodziewa się wtedy dużej korekty. Obecnie deklaruje, że trzyma znaczną część portfela w gotówce, czekając na jaśniejszy obraz sytuacji.
Znaczenie dla inwestorów
Wypowiedzi Eismana wpisują się w szerszy niepokój, jaki w ostatnich tygodniach pojawił się wokół gigantycznych nakładów Big Techu na infrastrukturę AI. Sam Eisman zwrócił uwagę na przykład ServiceNow, spółki, która zaraportowała wzrost przychodów o 24 procent, a mimo to jej akcje spadły o 38 procent, bo inwestorzy zaczęli kwestionować tempo zwrotu z inwestycji w AI.
Dla polskich inwestorów i funduszy emerytalnych, których portfele często odwzorowują globalne indeksy zdominowane przez amerykańskie spółki technologiczne, ostrzeżenie Eismana ma praktyczne znaczenie. Duża część ekspozycji na rynek akcji, nawet w produktach reklamowanych jako zdywersyfikowane, faktycznie zależy dziś od dalszego wzrostu wydatków na AI u garstki amerykańskich koncernów.
Eisman nie twierdzi, że sztuczna inteligencja jest bańką skazaną na pęknięcie. Jego przekaz jest węższy: ryzyko koncentracji w portfelach jest dziś większe, niż większość inwestorów sobie uświadamia, a jeden zły sygnał od jednego z hiperskalerów może wywołać gwałtowną przecenę całego segmentu naraz.


